Viagra Generico Cialis Originale Kamagra 100 mg Kamagra Oral Jelly Acquistare Propecia Generico Test Pacchetti Generica Acquistare Viagra Strips Kamagra Oral Jelly Priligy Dapoxetina Generico Viagra Originale Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Kamagra Soft Tabs Viagra Originale 100mg Levitra Generico Levitra Originale Acquistare Test Pacchetti originale viagra Levitra Soft Tabs Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Viagra Soft Tabs
Cleveland Cavaliers Polska CavsPL - Wyświetlenie artykułów z etykietą: Relacja

Cleveland Cavaliers Polska CavsPL

cialis flashback kamagra tjejer kamagra 100mg pour femme kamagra 100mg oral jelly australia buy levitra nz kamagra sobres kamagra online uk levitra controindicazioni kamagra oral jelly bestellen deutschland viagra online kaufen kamagra gel comprar kamagra 100 mg pillole levitra vaikutus cialis en om dagen levitra comprimidos kamagra 100mg preis kamagra bivirkninger levitra dosierung cialis ou viagra cialis erfahrungen cialis i norge
Erfahrungen Super Kamagra Cialis kaufen Potenzmittel Viagra Lida kaufen Erfahrungen Levitra Original Viagra Cialis Kaufen Cialis billig Lida kundenrezensionen Herren-Apotheke Online Lovegra kaufen Cialis oder Viagra Gegen Rauchen Viagra ohne Rezept Schlankheitsmittel Viagra pille Cialis Tadalafil Viagra rezeptfrei kaufen Cialis rezeptfrei
A+ A A-

"To już jest koniec..." - relacja z 5. meczu finałów NBA

  • Dział: Mecz

Poprzedni mecz dał nadzieję kibicom Cavaliers, na coś więcej, niż tylko jeden wygrany mecz w serii mistrzowskiej. Niestety, na nadziei się skończyło.

Mecz rozpoczął się po myśli Cavs. Brylowali w niej LeBron James (14 punktów) i Kyrie Irving (12 "oczek"). Pomogły w tym problemy z faulami u Kevina Duranta i Klaya Thompsona. Po stronie Cavs taki sam problem miał Kevin Love, ale strata u Kawalerzystów była mniej widoczna.

Początek drugiej kwarty przebiegał podobnie do pierwszej odsłony. Cavaliers grali swoje, utrzymując kilkupunktową przewagę. Wtedy wszystko jednak runęło.
Gracze ze Złotego Stanu byli niesamowici po obu stronach parkietu, przeprowadzając run 37-11 w którym przewaga sięgała momentami 19 punktów! To mogło zabić w niektórych już nadzieję na happy end.
Szampanów nie pozwolił jednak otworzyć JR Smith, który dwiema "trójkami", najpierw jedną nad Durantem równo z zegarem 24 sekund, potem drugą daleką, na 1.3s przed końcem połowy. Najlepszym graczem po stronie Cleveland był LBJ z 21 punktami.

11-sto punktowa strata na początku drugiej połowy nie podcięła graczom z Ohio skrzydeł. Gra toczyła się kosz za kosz, z lekkim wskazaniem na obrońców tytułu. Dzięki LeBronowi, Kyriemu i JR Smithowi na niecałe 7 minut do końca 3. kwarty Cavs przegrywali siedmioma punktami. Gra wróciła do systemu "punkt za punkt", przewaga Warriors nadal wahała się w granicach 7-10 punktów. Na 4 minuty przed końcem, LeBron po akrobatycznym rzucie miał szansę na akcję 2+1, lecz spudłował rzut osobisty, który był straszną bolączką Cavs w tym, jak i w pozostałych meczach Finałów (15/23). Jednak James zrehabilitował się za chwilę pięknym alley-oop pasem do Tristana Thompsona. Przewaga Warriors stopniała w pewnym momencie do 4 punktów, ostatecznie na koniec kwarty zatrzymując się na 5. Tę część znów daleką trójką zakończył JR Smith, który nie mylił się dziś w takich sytuacjach mając 19 punktów w tym 5 na 5 za 3!  Cavaliers wrócili do gry...

...ale nie na długo. Do połowy ostatniej kwarty nadzieja się tliła, Cavs utrzymywali dystans, który można było nadrobić jednym, kilkupunktowym runem. Nie doszło do tego. A w zasadzie doszło, tylko nie w tę stronę, w którą byśmy chcieli. Głównie za sprawą świetnego dziś Duranta (39/7/5) GSW, znów powiększyli przewagę do ponad 10 punktów, przeprowadzili tym decydujący cios, po którym Kawalerzyści, próbowali, ale się już jednak nie podnieśli. Mecz zakończył się wynikiem 129-120, seria kończy się wynikiem 4-1. Golden State Warriors zostali mistrzami NBA sezonu 2016/17.

LeBron James dwoił się i troił, ale jego 41 punktów, 13 zbiórek i 8 asyst nie wystarczyło. 26 i 25 punktów dorzucili odpowiednio Kyrie Irving i JR Smith (7/8 za 3). 15/8 Tristana Thompsona. Zawiedli Kevin Love i ławka rezerwowych. Ten pierwszy rzucił tylko 6 punktów, rezerwowi złożyli się na jedno oczko więcej. Dla porównania, po drugiej stronie parkietu rezerwy trafiły 35 punktów... Po stronie wygranych, oprócz KD, Stephen Curry zanotował 34/6/10, Draymond Green 10 punktów i 12 zbiórek, 6th-manem Andre Iguodala z 20 punktami.

Cud się nie zdarzył. Przed managmentem Cleveland ciężki off-season. David Griffin, o ile pozostanie, ponownie musi wspiąć się na wyżyny, aby dać LeBronowi szansę na rewanż za kolejną porażkę w finale NBA. Ta seria pokazała, jak daleka droga przed nimi.

Skrót:

Czytaj dalej...

Nie lekceważ serca mistrzów - wygrana w game 4!

  • Dział: Mecz

Po niesamowitym spotkaniu wygrywamy 137 - 116 i unikamy sweepu! Cavaliers grali o honor i było to widać na parkiecie. Mecz był tak dobry, że kompletnie zapomniałem o notatkach, które zawsze robię, więc dziś tylko krótko, bo każdy widział, co się działo, a jeśli nie to obowiązkowo musi nadrobić zaległości!

Cavs byli fantastyczni w ataku i w pierwszej kwarcie rzucili aż 49 punktów. Pobili też rekord punktów zdobytch do przerwy. Fantastyczny znowu był duet LeBron & Kyrie. Irving zagrał jeszcze lepiej niż w game 3, a James kolejny raz miał triple double. Cleveland było bardzo gorące w ataku,  24 trafione trójki to rekord finałów. W końcu zaczęło wpadać! Kevin Love miał świetnie nastawiony celownik, J.R. trafiał trudne rzuty, TT wreszcie walczył na tablicach, Rysiek Jefferson dał sporo energii z ławki, udało się ograniczyć poczynania Curry'ego w ataku i mamy pierwsze zwycięstwo.

Mecz był szalony, z wieloma przerwami, kontrowersjami i faulami technicznymi. Były spięcia, były dyskusje, ostre faule i błędy arbitrów. Działo się naprawdę dużo i to jest absolutny must see dla każego fana basketu.

Jest 3:1 i gramy przeciwko jeszcze lepszej drużynie niż rok temu. Nasze szanse na mistrzostwo są niemal zerowe, ale liczymy na kolejny świetny mecz i walkę do samego końca. Jeśli jest ktoś, kto może po raz kolejny dokonać niemożliwego i zapisać się złotym głoskami na kartach historii, to jest to LeBron.

In King we trust...

Czytaj dalej...

Druga porażka na wyjeździe – relacja z game 2

  • Dział: Mecz

Cavaliers dobrze rozpoczęli dzisiejsze spotkanie. LeBron był bardzo agresywny i atakował obręcz, a skutecznością błyszczał Kevin Love i początkowo to my prowadziliśmy w tym meczu. Zastanawiające było jednak dla mnie napędzanie tempa przez Cavs. James miał pozwolenie na kontry i szybkie indywidualne akcje, co przynosiło punkty, ale ogólnie szybka gra przeciwko Warriors to nie jest dobry pomysł.  Po chwili przyszedł słabszy okres spotkania w wykonaniu graczy z Cleveland i zrobiło się -10. Dominował wtedy Curry, który bardzo często pojawiał się na linii rzutów wolnych. Pierwszą kwartę przegraliśmy 40-34.

Warriors zmienili swoją rotację na starcie drugiej ćwiartki meczu i tym razem na boisku razem był Durant i Thompson, a nie jak to było w poprzednich meczach Thompson i Green. GSW miało przewagę w tym fragmencie spotkania, w dwóch akcjach pod rząd dostaliśmy dwie czapy i było -12. W grze trzymali nas świetni LeBron i Love, a podkreśleniem bardzo dobrej dyspozycji tej dwójki była ich akcja na alley oop. Cavs grali nieźle w defensywie i wymuszali straty Warriors. Pojawiły się wreszcie przechwyty i stratę udało się zmniejszyć do trzech punktów. Do przerwy było 67-64, a spektakularny występ zaliczał James – 18 punktów, 8/12 z gry, 10 asyst i 6 zbiórek.

W trzeciej kwarcie Warriors rozstrzelali się z dystansu, a ekipa z Ohio miała problem z umieszczaniem piłki w koszu i po raz kolejny przegrywaliśmy wysoko. Udało się zmniejszyć straty do -4 po kolejno trójce Brona, jego punktach z pod kosza i świetnej asyście. Steve Kerr (który wrócił w tym meczu na ławkę gospodarzy) wziął czas i po chwili GSW zrobiło kolejny run. Trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 102-88.

Czwarta kwarta była do pewnego momentu wyrównana i wynik oscylował wokół dwucyfrowej przewagi Warriors, ale w pewnym momencie Curry i Durant złapali vibe na dystansie i zaczęli trafiać trójki z 9 metrów. Gospodarcze odskoczyli Cavaliers i na 5 minut przed końcem spotkania było już +20. Ostatecznie wynik końcowy to 132-113.

Cavaliers znowu nie poradzili sobie z ofensywą GSW, mimo że do przerwy wyglądało to obiecująco, ale głównie dlatego, że Warriors popełniali straty, a my dotrzymywaliśmy im tempa w ataku. W drugiej połowie uwidoczniła się różnica talentu po obu stronach parkietu. LeBron zaliczył triple double 29/11/14 na bardzo dobrej skuteczności 12/18 z gry, do tego dorzucił trzy przechwyty i blok. W drugiej połowie nie był już aż tak agresywny, ale jego należy winić za to spotkanie najmniej. Kevin Love miał aż 27 punktów i stanowił jedyne wsparcie dla Króla. Po ostatnich 21 zbiórkach, teraz miał ich tylko 7, ale robił swoje w ataku. Kyrie Irving nie był sobą. Trafił tylko 8 rzutów z 23 oddanych i nie dał nam szans na wygraną. Pisałem w zapowiedzi, że aby wygrywać z Warriors, potrzebujemy spektakularnego Uncle Drew. Na razie nic takiego nie ma miejsca. TT znów miał tylko 4 zbiórki i też póki co zawodzi. J.R. Smith wyróżnił się jedynie faulami. Ławka znowu nic nie wniosła, a nasze rzuty za trzy wołają o pomstę do nieba – 8/29 i 27% skuteczności. LeBron sam nie wygra...

W ekipie gości błyszczał znowu ten sam duet. Curry miał problemy ze skutecznością, ale zaliczył triple double 32/10/11, a KD 33 punkty, 14 zbiórek i aż 5 bloków. Przebudził się Klay Thompson, który do świetnej gry w obronie dorzucił 22 punkty na bardzo dobrej skuteczności. Problemy z faulami przez cały mecz miał natomiast Draymond Green, ale i tak zapisał na swoim koncie 12/6/6.

Tym razem to Warriors mieli aż 20 strat, ale trafili 18 trójek i to wystarczyło. Przerażający jest ten team, ale Cavaliers mogą grać lepiej! Zawodzi Kyrie Irving i role players. To oni muszą w końcu przyjść do gry i oby stało się to w trzecim meczu, bo inaczej seria może zakończyć się sweepem, czego bardzo byśmy nie chcieli. Co więcej, cavs nie mogą grać tak szybko, bo w tej grze są wyraźnie słabsi od Warriors, a w drugiej połowie meczu byli zmęczeni. Czekamy na pobudkę w game 3!

Czytaj dalej...

Finały rozpoczęte porażką

  • Dział: Mecz

W pierwszym meczu tegorocznych Finałów NBA Cleveland Cavaliers ulegli w Oakland miejscowym Golden State Warriors 91-113. Kluczową okazała się być kwarta numer trzy, którą mistrzowie NBA przegrali aż trzynastoma punktami. Szansa do rewanżu nadarzy się w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy to o 2:00 polskiego czasu czeka nas kolejne starcie w Oracle Arena.

Przed najważniejszą serią całych rozgrywek w sezonie NBA jedno było jasne – Cavs nie musieli już nic nikomu odowadniać. LeBron James dotrzymał słowa i dał Ohio tytuł mistrzowski, Kyrie Irving pokazał, że jest jednym z najlepszych rozgrywających ostatnich lat, a Dan Gilbert wreszcie mógł uznać, że dobrze spożytkował te miliony dolarów, które wpompował w ekipę z Quicken Loans Arena. W tej chwili to wszystko nie jest ważne, gdyż drużyna Tyronna Lue cały czas odczuwa głód zwycięstw, głód obrony trofeum Larry'ego O'Briena.

Sprawa jest prosta – należy wygrać cztery mecze z Warriors, a to pozwoli na zatrzymanie mistrzostwa w Cleveland. Na razie bliżsi tego są jednak „Wojownicy”, którzy w tegorocznych Playoffs nie przegrali jeszcze meczu. Do trzynastego sukcesu poprowadził ich ten, który jest obecnie jednym z najmniej lubianych zawodników całej ligi – Kevin Durant. Zanotował na swoim koncie 38 punktów, a także dołożył po osiem zbiórek i asyst. Wtórował mu Stephen Curry, autor 28 punktów, 10 asyst i 6 zbiórek.

Nie jest zaskoczeniem, że Kawalerzystom liderował LeBron James (28 punktów, 15 zbiórek, 8 asyst), który został pierwszym koszykarzem w historii NBA z dorobkiem 6000 i więcej punktów w Playoffs. Kyrie Irving dorzucił 24 „oczka”, zaś Kevin Love 15 i aż 21 zbiórek. Bardzo słabe zawody rozegrał Tristan Thompson, który zakończył mecz bez dorobku punktowego, a jedynie z czterema zbiórkami.

Miejmy nadzieję, że mecz numer dwa przyniesie pierwszą porażkę Warriors w tegorocznych Playoffs, a Cavs pozwoli na zyskanie przewagi parkietu. W nocy z czwartego na piątego czerwca obecność przed ekranami i monitorami obowiązkowa!

Czytaj dalej...

Gdzie LeBron nie może, tam Kyriego pośle... - relacja z Game 4 ECF

  • Dział: Mecz

Cleveland Cavaliers pokonali Boston Celtics 112-99 i prowadzą w finałach Konferencji Wschodniej już 3-1.
Spotkanie miało podobny przebieg do tego, które odbyło się parę dni temu, jednak tym razem role się odwróciły.

W pierwszej kwarcie, po kilku dobrych minutach Celtics przypomnieli sobie dobrą grę w drugiej połowie Game 3. Cavaliers w początkowej odsłonie zdobyli tylko 19 punktów (najmniej punktów drużyny z Ohio w jednej kwarcie w tych PO), a LeBron James znów nie miał swojego dnia. W drugiej kwarcie złapał 4. faul i musiał opuścić parkiet, a Cavaliers przegrywali do przerwy 10 punktami 57-47. Na szczęście nie zawsze Cavs muszą liczyć tylko na LBJ'a.

Kyrie Irving przejął mecz w drugiej połowie i pomimo kontuzjowanej (pokręconej) kostki zdołał zdobyć 42 punkty w tym 19 w mniej niż 5 minut w 3q. 42 punkty to jednocześnie career-high Kyriego w PO.

"Ten dzieciak jest wyjątkowy. Byłem szczęśliwy móc siedzieć i oglądać go. Urodził się dla takich momentów" - podsumował krótko LeBron grę swojego młodszego kolegi z zespołu.

"Widział schodzącego LeBrona i chciał wziąć to na własne barki. Zrobił to." - to z kolei komentarz trenera Tyronna Lue.

"Wujek Drew" swoimi dryblingami i wjazdami pod kosz "mroził" obronę Celtics, trafiając 6 lay-upów, dwie "trójki" i jeden rzut wolny na 19 punktów w 4:48 w trzeciej kwarcie w tym dalekiego "prawie" buzzer-beatera na koniec. "Kawalerzyści" wygrali 3. odsłonę 40-23 i pokazali, że gracze z Bostonu nie mają już tego dnia na co liczyć.

W ostatniej kwarcie przypomniał o sobie LeBron, co pozwoliło Cavs na kontrolowanie meczu już do końca i pozostał już tylko jeden krok do ponownego spotkanie się z Golden State Warriors w Finałach NBA.

KI#2 do 42 punktów dorzucił 4 asysty. Mimo słabej pierwszej połowy James "wykręcił" 34/5/6, a Kevin Love dodał 17 punktów i zebrał również 17 piłek.  Wg ESPN Stats, graczestanowiący "Big3" zdobyli lub asystowali  przy 103 z 112 punktów w tym meczu, co daje aż 92%!

W drużynie ze stanu Massachusetts wyróżnili się Avery Bradley - autor 19 punktów i Jae Crowder - 18.

Następne (i miejmy nadzieję, że już ostatnie) spotkanie z drużyną z Bostonu w nocy z czwartku na piątek!

Skrót:

Czytaj dalej...

Cavs niespodziewanie przegrywają z Celtics

  • Dział: Mecz

Wydawało się, że kolejne dwa spotkania finałów Konferencji Wschodniej to dla Cavaliers będzie tylko formalność. Po dwóch wygranych w Bostonie + przy nieobecności Isaiaha Thomasa nikt nie dawał Celtics większych szans na wygraną.

Spotkanie rozpoczęło się od pierwszego w tej serii prowadzenia Celtics, którzy jako pierwsi zdobyli punkty. Tym stanem rzeczy nie mogli się jednak cieszyć przez dłuższy czas, bowiem w trans wpadł Kevin Love. Wychowanek uniwersytetu UCLA zaliczył w pierwszej kwarcie aż 5 trafień zza łuku. To głównie dzięki jego trafieniom gospodarze przeważali. Swoje dołożył także Irving, autor 12 oczek. Po 12 minutach Wine & Gold prowadzili 35:24.

Początek drugiej ćwiartki był świetny w wykonaniu Imana Shumperta, który na trójkę gości odpowiedział dwukrotnie. Następnie Celtics zmarnowali kilka dogodnych pozycji na rzut, co doprowadziło do 13-punktowego prowadzenia Cavaliers i przerwy na rządanie. Nie wniosła ona jednak zbyt wiele do gry Bostonu, który wciąż miał problemy w obronie, pozwalając gospodarzom na rzuty z czystych pozycji (60% w pierwszej połowie). Trafienie Marcusa Smarta równo z syreną ustaliło wynik do przerwy - 66:50.

Po tym, co zobaczyliśmy w pierwszej połowie, nikt nie spodziewał się raczej diametralnej zmiany obrotu spraw. Co więcej, to Kawalerzyście rozpoczęli trzecią kwartę z wysokiego C i podwyższyli prowadzenie do 20 punktów. Przez dłuższy okres czasu przewaga utrzymywała się mniej więcej na tym pułapie. Wtedy sprawy w swoje ręcę wziął wspomniany już Smart (lider ofensywy gości tego wieczoru - 27 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst), który zmniejszył stratę, trafiając dwukrotnie zza łuku. Cały zespół gości świetnie spisywał się w rzutach z dystansu i momentalnie doprowadzili do wyniku 85:80. 

Ostatnia część gry przyniosła zgromadzonym w Quicken Loans Arenie widzom sporo emocji, niestety bez Happy Endu. Celtics dwukrotnie trafili za trzy i zmniejszyli stratę do dwóch oczek. Na 4:22 minuty przed końcową syreną Boston objął swoje pierwsze prowadzenie od pierwszych minut gry. Niespełna 40 sekund przed końcową syreną Cavs znaleźli się w martwym punkcie. Goście objęli 3-punktowe prowadzenie. Na wysokości zadania stanął jednak JR Smith, który swoim czwartym trafieniem zza łuku doprowadził do remisu. W kolejnych akcjach oba zespoły punktowały, lecz ostatnie posiadanie należało do podopiecznych Brada Stevensa. Dzięki zasłonie na czystej pozycji znalazł się Avery Bradley, który skutecznie trafił za trzy. Piłka po jego rzucie odbiła się jeszcze parę razy od obręczy, w wyniku czego Kawalerzystom zabrakło czasu na oddanie ostatniego rzutu.

Ostatecznie Cavaliers przegrywają z Celtics 108:111, lecz wciąż są na prowadzeniu, jeśli chodzi o finały Konferencji Wschodniej (2-1). Kolejne spotkanie w Quicken Loans Arenie już 24 maja o godzinie 02:30.

LeBron James: 11 pts, 6 reb, 6 ast
Kevin Love: 28 pts, 10 reb
Tristan Thompson: 18 pts, 13 reb
JR Smith: 13 pts, 8 reb
Kyrie Irving: 29 pts

Czytaj dalej...

Rzeź w Bostonie – Cavaliers zniszczyli Celtics 130:86

  • Dział: Mecz

Cavs zmiażdżyli swoich przeciwników w ich hali i w zasadzie nie ma o czym pisać. Jeśli nie widziałeś tego meczu, to obejrzyj, bo to był pokaz siły. To było najwyższe zwycięstwo w playoffach w historii naszej organizacji. NIESAMOWITE.

Brad Stevens zmienił pierwszą piątkę i w miejsce Amira Jonhsona wprowadził do niej Geralda Greena, ale na niewiele się to zdało. Celtics rozpoczęli mecz od 0/6 z gry i nie była to tylko wina ich źle ustawionych celowników, a przede wszystkim dobrej obrony Cleveland. Drużyna Bostonu miała problemy z umieszczaniem piłki w koszu, a my wyprowadzaliśmy szybkie kontry po ich pudłach powiększając przewagę. Znowu błyszczał Kevin Love. Po pierwszej kwarcie było 32-18 i mecz wyglądał podobnie do game 1.

Drugą ćwiartkę spotkania Celtics rozpoczęli od otrzymania dwóch przewinień technicznych i po chwili zrobiło się +20. Na boisku byli nasi rezerwowi i LeBron, a ruch piłki i spacing wyglądał fantastycznie. James w pewnym momencie dostał czapę pod koszem, tylko po to aby wrócić do defensywy i samemu zablokować rzut Bradley’a. Cavs zrobili kolejny run i było już 45-20. W 4,5 minuty drugiej kwarty Boston zdobył ledwie dwa punkty. Wymuszaliśmy kolejne straty Celtics i w szybkim ataku karciliśmy przeciwników. Graliśmy naprawdę bardzo dobrą defensywę, a gospodarze byli po prostu przerażeni i sparaliżowani. Nie mieli żadnej odpowiedzi na rozpędzonych Cavaliers. Niesamowicie ogląda się LeBrona, który rzuca za trzy w kontrze, jakby od początku kariery był strzelcem. James znowu dzielił i rządził. Pierwszą połowę, równo z syreną fenomenalnym rzutem zakończył J.R. Smith, a na tablicy wyników było… 72 – 31! To była rzeź. Do przerwy LBJ i Kevin Love mieli razem 40 punktów na 15/25 z gry, tymczasem „gwiazdy” gości, czyli Isaiah Thomas i Al. Horford zdobyli 2 punkty i byli 0/10…

W trzeciej kwarcie Cavaliers grali nadal swoje, ale rozluźnili się i było widać więcej nonszalancji w ataku. Pojawiły się straty, ale to nie miało już żadnego znaczenia, bo przewaga cały czas oscylowała w okolicach 40 punktów. Na 1:47 przed końcem tej części gry, kiedy było +46 Tyronn Lue ściągnął z boiska wszystkich starterów i mieliśmy już długi garbage time. Rezerwowi zagrali solidną czwartą kwartą i mecz zakończył się wynikiem 130 – 86.

Powiem szczerze, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Taki blowout w finałach konferencji? Jedynym uzasadnieniem takiego obrotu spraw jest to, że mamy do czynienia z konferencją LeBrona Jamesa – TOP2 ALL TIME. LBJ był znowu absolutnie fenomenalny. W 32 minuty na parkiecie zdobył 30 punktów, miał 7 asyst, 4 zbiórki, 4 przechwyty i 3 bloki. Do tego był 4/6 za trzy. Grał niesamowicie po dwóch stronach parkietu i naprawdę te palyoffy w jego wykonaniu to największa dominacja w historii tej gry. Nie da się grać lepiej w koszykówkę i podejmować tylu idealnych decyzji. Świetny był po raz drugi Kevin Love, który miał 21 punktów i 12 zbiórek. Wreszcie obejrzeliśmy też efektywnego Kyrie’ego Irvinga – 23 punkty i 8/11 z gry. Oby to był dobry prognostyk na przyszłość. Reszta naszych role players dołożyła cegiełkę do tego zwycięstwa, ale to był zdecydowanie mecz Big Three. W ekipie gospodarzy jednym pozytywem była gra młodego Jaylen’a Browna. Rookie zdobył 19 punktów i wygląda na gracza z dużym potencjałem po obu stronach boiska.

Cały sezon narzekałem na Cavs, ale teraz mam zamknięte usta. W ataku płyniemy i gramy fantastycznie, obrona jest zdecydowanie lepsza niż była i daje nam okazje do kontr. W zespole ewidentnie jest chemia. Ławka żyje niemal przy każdej akcji. Jest świetnie. Wracamy teraz do Cleveland i walczymy o dwa szybkie zwycięstwa i sweep, a potem wszyscy wiemy co nas czeka.

Czytaj dalej...

Pewne zwycięstwo w Game 1

  • Dział: Mecz

Kawalerzyści rozpoczęli finały Konferencji Wschodniej od pewnego zwycięstwa w TD Garden przeciwko Boston Celtics 117:104 i objęli tym samym prowadzenie w serii. Spotkanie rozpoczęło się mniej więcej 24 godziny po loterii draftu, w której to Celtowie otrzymałli prawo wyboru z pierwszym numerem.


Kawalerzyści od samego początku meczu starali się kontrolować jego przebieg i narzucać swoje tempo gry, co poskutkowało szybko objętym prowadzeniem, którego jak się później okazało, nie oddali już do końcowej syreny. Dobra gra w obronie i skutecznie wykańczanie akcji pozwoliły Cavs odskoczyć z wynikiem (20-9). Gospodarze próbowali wziąć się za odrabianie strat, lecz wtedy do głosu doszedł LeBron James, który trzykrotnie z rzędu wykończył indywidualne akcje i zwiększył jedynie przewagę gości. W pierwszej kwarcie, która zakończyła się prowadzeniem Cavaliers 30-19, Celtowie rzucali za 3 na bardzo niskiej skuteczności (1/7).

Od początku drugiej części gry na parkiet wyszli zawodnicy z ławki, wspomagani przez Kevina Love. Tyronn Lue szybko postanowił jednak ponownie wprowadzić swoich starterów. Rezerwowi Wine & Gold nie stanęli na wysokości zadania, zdobywając jedynie 5 punktów (14 na przełomie całego spotkania). Nieporadność Celtics w ofensywie trwała w najlepsze, a goście w tym czasie starali się powiększać przewagę. Z pewnością ważnym tego elementem była wyraźna przewaga na tablicach, przynajmniej we wczesnych partiach gry (17 zbiórek Cavs, w tym 5 ofensywnych, przy 6 C's). W pewnym momencie drugiej ćwiartki skuteczność Bostonu zza łuku wynosiła 7% (1/14)! Nie pomogła również słaba dyspozycja Isaiaha Thomasa, który co prawa tuż przed przerwą trafił zza łuku, lecz był to jego dopiero 3 kosz tego wieczoru (3/11). Cavaliers prowadzili już 61-39.

Drugą część gry Cavs rozpoczęli od szybkiej serii punktowej 10-2, która pozwoliła jeszcze bardziej zwiększyć i tak sporą już przewagę gości. Różnica w zdobyczy obu ekip wynosiła już 28-oczek i wydawało się, że nic nie jest w stanie odebrać Wine & Gold zwycięstwa. LeBron James grał jak zaczarowany (do przerwy 23 punkty, 5 zbiórek, 4 asysty, 1 przechwyt), lecz bohaterem trzeciej kwarty został Kevin Love. Wychowanek uczelni UCLA sypał tego wieczoru zza łuku, a po 36 minutach gry miał na swoim koncie już 31 punktów i 11 zbiórek. Po chwili do akcji ponownie wkroczyli zawodnicy z ławki, a przewaga gości zmalała do 19-oczek po runie 15-4 Celtów. Taki pułap wciąż nie wydawał się większym zagrożeniem dla podopiecznych Tyronna Lue. 

W zespole z Massachusetts najlepszymi graczami wieczoru byli Avery Bradley oraz Jae Crowder (po 21 punktów). Mimo zwiększenia aktywności Isaiah Thomas zdobył jedynie 17 oczek. Celtics udało się podnieść swój współczynnik skuteczności do 46%, choć w niektórych momentach wynosił on jedynie 31%. 

Pod koniec spotkania, kiedy to Tyronn Lue ponownie dał szansę zawodnikom z ławki, tempo gry spadło gwałtownie, podobnie jak skuteczność obu ekip. Pozwoliło to Celtom na niebezpieczne zbliżenie się z wynikiem do 11 punktów, lecz tym razem rezerwowi dali radę i ponownie odskoczyli. 

Ostatecznie Cavaliers wygrywają Game 1 w Bostonie 117-104 i prowadzą w serii 1:0. Tristan Thompson zanotował swój Career-High, jeśli chodzi o mecze w Play-Offs (20 oczek). James na spółkę z Love'm dołożyli 70 punktów. Poniżej oczekiwań zagrał Kyrie Irving, który pomimo dobrego rozgrywania akcji zdobył 11 punktów i 6 asyst.

Kolejny mecz w TD Garden w nocy z piątku na sobotę, ponownie o godzinie 02:30.

LeBron James: 38 pts, 9 reb, 7 ast, 2 stl
Kevin Love: 32 pts, 12 reb, 1 blk, 6/9 za 3
Tristan Thompson: 20 pts, 9 reb
Kyrie Irving: 11 pts, 6 ast

Czytaj dalej...

Game 4 dla Cavaliers i koniec serii z Raptors – relacja z meczu

  • Dział: Mecz

Czwarty mecz przeciwko Toronto rozgrywany był o przyjemnej dla nas godzinie 21:30 i choć mówi się, że nie warto oglądać kolejnego spotkania w serii, w której jest 3:0, to było całkiem niezłe.

Raptors znów grali bez Kyle’a Lowy’ego, z Corym Josephem w piątce i tym razem P.J. Tuckerem na pozycji niskiego skrzydłowego. Przez pierwsze 2,5 minuty  meczu nie oglądaliśmy punktów i obie drużyny rozpoczęły spotkanie bardzo niemrawo. Z czasem jednak lepiej w mecz weszła drużyna z Kanady i gospodarze prowadzili już dziesięcioma punktami. Na boisku pojawił się jednak Channing Frye i poprawiliśmy swoją ofensywę. Straty zostały odrobione i pierwsza ćwiartka meczu zakończyła się remisem 28 – 28.

W drugiej kwarcie dostaliśmy duże wsparcie od rezerwowych, przede wszystkim Kyle’a Korvera i Derona Williamsa. Kyle zakończył pierwszą połowę spotkania mając aż 16 punktów trafiając 6/8 rzutów z gry. W ekipie gospodarzy nieźle grał Joseph, Ibaka i Tucker, ale Cavaliers złapali odpowiedni rytm i pierwsza połowa spotkania została przez nas pewnie wygrana 61 – 49. Trafiliśmy w niej aż 10 trójek i mieliśmy fantastyczne 18 asyst, co po słabym początku spotkania napawało optymizmem.

W trzeciej kwarcie do pewnego momentu wydawało się, że Cleveland ma mecz pod kontrolą, ale nagle pojawiły się w naszej grze pomyłki, niezrozumienia, Raptors złapali wiatr w żagle i zaliczyli run, po którym zbliżyli się do Cavs. Ponownie oddech dało nam wejście Frye’a, na którego zagrane zostały dwie kolejne akcje i zrobiło się +10. Finalnie po tej części gry wynik wynosił 85 – 80.

Czwarta kwarta to była przede wszystkim walka o każdą piłkę z obu stron. Toronto nie chciało jeszcze kończyć swojego sezonu i dzielnie walczyło, ale Cavaliers byli zdeterminowani, aby zakończyć tę serię sweepem. Było trochę chaosu i głupich rzutów, Raptors byli nawet na prowadzeniu. Cavaliers nie grali już tak zespołowo, zatrzymały się wskaźniki asyst i trójek, ale wreszcie lepiej zaczął wyglądać Kyrie Irving, który zdobył 8 punktów w przeciągu paru minut i uzyskaliśmy 8 punktów zaliczki. Na 2:43 do końca spotkania, LeBron trafił po step backu trójkę, która odłożyła mecz do zamrażarki i Cavaliers dowieźli zwycięstwo 109 – 102.

W naszej drużynie po raz kolejny bardzo dobry był James, który zdobył 35 punktów i trafił aż 5 trójek. Wreszcie lepiej wyglądał w ofensywie Kyrie Irving, choć jego skuteczność cały czas nie jest dobra. Do 27 punktów dołożył jednak 9 asyst i 4 przechwyty. Trzecim najważniejszym graczem był Kyle Korver -  18 punktów. Zawiedli Kevin Love, J.R. Smith czy Iman Shumpert. Po stronie gospodarczy punktował  przede wszystkim Serge Ibaka – 23 punkty i DeRozan – 22 ( a do tego dobrze wychodził z podwojeń i zanotował 8 asysyt). Duże wsparcie liderom dali również Cory Joseph 20/6/12 oraz P.J. Tucker 14/12.

Ten mecz był najtrudniejszym w serii, ale Cavaliers zagrali mądrze i dojrzale. Bardzo pewnie pokonaliśmy Toronto i zaliczyliśmy drugi sweep w tegorocznych playoffach. W cieniu fenomenalnej gry LeBrona Jamesa (to cały czas jest jego konferencja i nikt nie jest nawet blisko), zawodzą Kevin Love i Kryie Irving, którzy nie grają na miarę swoich możliwości. Kevin bardzo mocno ograniczył swoją rolę, a Kyrie ma ogromne problemy ze skutecznością i nie trafiał nawet 40% swoich rzutów. Ważne jednak, że teraz znowu Cleveland będzie miało przynajmniej parę dni odpoczynku i może uda się poprawić grę tych, którzy mają jakieś kłopoty. Póki co, czekamy na rywala w finale konferencji.

Czytaj dalej...

Pewne zwycięstwo i 2:0 w serii - relacja z game 2

  • Dział: Mecz

Cavaliers przeszli się po Raptors jeszcze wyraźniej niż w pierwszym meczu i bardzo pewni wygrali 125 – 103. Fantastyczny znowu był LeBron, który w 36 minut na parkiecie zanotował 39 punktów z zaledwie 14 rzutów z gry. Trafił 10 z nich, do tego był 4/6 za trzy oraz stawał aż 21 razy na linii, z czego 15 razy umieścił piłkę w koszu. Kyrie Irving miał 22 punkty, ale tylko 6/19 z gry. Dołożył jednak do swojego dorobku 11 asyst. W poprzednim spotkaniu miał ich 10 i jest to zdecydowana {jcomments on}poprawa w stosunku do serii z Pacers, gdzie zaliczał średnio tylko 3 ostatnie podania. Oby tak dalej Kyrie! Znakomite wsparcie z ławki dał nam Channing Frye, który zdobył 18 punktów, trafiając 5/7 za trzy.

Cleveland w tej serii opisałbym jednym zdaniem: niepowstrzymany King James i horda strzelców za trzy. Cavs trafili aż 18 trójek ze skutecznością 54,5% i wyrzucili Toronto z hali. Ale po kolei.

W wyjściowej piątce ekipy z Kanady mieliśmy dwie zmiany. Valanciunasa i Carrolla zastąpili Patterson i Powell. Miało to poprawić sparing, podnieść skuteczność rzutów za trzy i dać więcej mobilności w obronie. Niestety na niewiele się to zdało. Cavs szybko przejęli inicjatywę i uzyskali 10 punktów przewagi. W defensywie nadal podwajaliśmy liderów gości, szczególnie DeMara DeRozana, który kompletnie sobie z tym nie radził. Bardzo dobrze wyglądał za to Jonas Valanciunas, który po wejściu na boisko zaczął seryjnie zdobywać punkty i zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów przy znakomitej skuteczności 10/13 z gry. Po pierwszej kwarcie prowadziliśmy 12 punktami.

W drugiej kwarcie nadal graliśmy bardzo dobrze w ofensywie. Przez pierwsze 16 minut spotkania ani razu nie pomyliliśmy się zza łuku i byliśmy 8/8. James trafił dwie trójki z rzędu z tego samego miejsca i było +14. Przewagę mieliśmy również na linii rzutów wolnych gdzie stawaliśmy do tamtego momentu 10 razy, podczas gdy Raptors nie pojawili się na linii ani razu. Swoją dobrą grę kontynuował litewski center gości, ale to było za mało. Pudłował DeRozan i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 62 – 48. Miałem wrażenie, że sędziowie wiele kontrowersyjnych sytuacji gwizdali na korzyść Toronto i gdyby nie to, przewaga mogła być nawet większa.

Na początku trzeciej kwarty kontuzji kostki nabawił się lider gości – Kyle Lowry. Wrócił jednak po chwili boisko, ale po meczu narzekał na odczuwany ból. Zapewnił jednak, że będzie grał w meczu nr 3. W tej spotkania gry dominował znowu James z Irvingiem. LeBron czuł się tak pewnie, że oddawał trójki po pick&rollu albo w kontrze. Wydaje mi się, że w tym sezonie zrobił zdecydowany postęp, jeśli chodzi o ten element gry. Widać to w statystykach, ale przede wszystkim w pewności, z jaką oddaje trójki. To oczywiście znakomita informacja pod kątem tego, że młodszy już nie będzie i z czasem zmuszony zostanie do oddawania rzutów dalej od kosza. Póki co jednak Raptors nie mają na niego żadnej odpowiedzi i miażdży ich atletycznie. Cavaliers grali dobrze po bronionej stronie parkietu, zaliczali przechwyty i karcili drużynę z Kanady. Przed ostatnią częścią meczu mieliśmy 26 punktów przewagi i w zasadzie można było już iść do domu.

Nie rozumiem, dlaczego LeBron grał jeszcze przez połowę czwartej kwarty i zszedł z boiska dopiero na 6 minut przed końcem. Był na boisku w sumie 36 minut, więc niedużo jak na jego standardy, ale równie dobrze mogło to być pół godziny. Inni starterzy grali jeszcze mniej i wyglądamy póki co bardzo świeżo. Cieszę się też, że w garbage time na parkiecie pojawił się Rysiek Jefferson, który zawsze nieźle wygląda w matchupach przeciwko Warriors i może się jeszcze przydać w playoffach. Póki co Tyronn Lue używa tak naprawdę dziewięcioosobowej rotacji i RJ stracił swoje minuty, ale myślę że nie ma co z niego rezygnować. Dobrze też, że Iman Shumpert gra sporo (27 minut), bo wygląda naprawdę nieźle i jest jednym z najlepszych defensorów w naszym składzie, a tych nie mamy zbyt wielu. Musimy patrzeć jak organizacja do przodu. Konferencję wschodnią możemy przejść płynąc w ataku, tak jak teraz, ale w finałach z Warriors (ktoś wierzy w inny scenariusz?) kluczowa będzie druga strona parkietu.

W trzeciej kwarcie dzisiejszego spotkania LeBron wyprzedził Kareema Abdul-Jabbara i jest drugim strzelcem w historii playoffów. Wiadomo, kto jest pierwszy, ale wygląda na to, że już niedługo. James ma szansę wskoczyć na pierwsze miejsce jeszcze tej wiosny.

Jedziemy do Toronto po trzecie zwycięstwo i zamknięcie serii. Jeśli utrzymamy koncentrację, to kolejne spotkania mogą mieć podobny scenariusz do pierwszych dwóch. Publiczność i własna hala zapewne dadzą trochę energii Raptors, ale wygląda na to, że Cavs chcą jak najszybciej zakończyć zmagania w tej rundzie i grają lepiej niż w pojedynkach z Indianą. Kolejny mecz w nocy z piątku na sobotę o 1:00.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Login lub Rejestracja

Logowanie

Rejestracja

Rejestracja użytkownika
lub Anuluj
priligy dapoxetina generico Erfahrungen Priligy Dapoxetin Viagra kaufen Propecia Generika kaufen Acheter Kamagra Cialis rezeptfrei Lida kaufen Generic Propecia Acheter Generic Levitra Puissance drogues acheter pharmacie en ligne Levitra Professional Cialis Soft Kaufen billig Acheter Kamagra Super Viagra Tabletten Levitra rezeptfrei kaufen Viagra Tabletten Gegen Rauchen Acheter Generic Cialis Viagra kopen bij de kruidvat Acheter Tadacip