Fatalnych wyników ciąg dalszy, Cavaliers są 0-6 na starcie rozgrywek

Pierwszy tydzień rozgrywek nie był dobry dla Cavs pod względem wyników, ale gra dawała nadzieję na to, że jesteśmy w stanie rywalizować z innymi zespołami i kwestią czasu jest pierwsze zwycięstwo. Niestety… kolejne trzy spotkania i kolejne trzy porażki. Bilans 0-6 jest najgorszym początkiem rozgrywek Cavaliers od sezonu 1995/1996.

Najpierw wyraźna porażka z Brooklynem. Nets odjechali nam zdecydowanie w trzeciej kwarcie, którą wygrali niemal dwudziestoma punktami i było w zasadzie po meczu. Nieźle zagrał Kevin Love -14/11 oraz z ławki Clarkson i Sexton. Reszta niczym się nie wyróżniła, a zawiódł przede wszystkim nasz atak – zaledwie 86 zdobytych punktów.

Potem przyszła pora na pojedynek z Detroit, którzy byli wyraźnie lepszą drużyną i dyktowali warunki przez niemal całe spotkanie. W tym meczu zawiodła startowa piątkowa, a niezłe występy zaliczyli w zasadzie tylko zmiennicy – Korver, Sexton i Nance Jr. Osłabieniem była na pewno absencja Kevina Love’a, który zmaga się z kontuzją stopy.

Zeszłej nocy przegraliśmy po raz kolejny. Tym razem pokonała nas Indiana, która karciła nas punktami po stratach i zdobyła 119 oczek na 65% z gry. Znowu nieobecny był Love. Nieźle zaprezentował się Rodney Hood, autor 17 oczek oraz Larry Nance Jr. – 15/12/4.

Cavaliers brakuje koszykarza, który poprowadzi zespół w pick&rollu, minie pierwszą linię i penetracją zdobędzie punkty lub zmusi obrońcę do udzielenia pomocy i odrzuci piłkę na obwód. Brakuje Jamesa… Kevin Love (jeśli gra) jest otoczony strzelcami, ale to nie pomaga. Przez to oddajemy za dużo trudnych rzutów z midrange, kosztem trójek. Oddajemy więc najmniej efektywne rzuty z półdystansu, kiedy cała liga “wali tróje” lub punktuje z pomalowanego. Trzeba przypomnieć, że wymagamy więcej od zawodników, którzy w zeszłym sezonie mieli wygodne role u boku LeBrona. Teraz to oni muszą wziąć na siebie ciężar gry. Widocznie jednak talentu jest po prostu zbyt mało, a Ty Lue nie potrafi póki co sprawić, żeby zespół funkcjonował lepiej w ataku. Niestety takim samym problemem jest wciąż obrona. W zeszłych sezonach płynęliśmy w ataku, więc fatalna obrona uchodziła Cavs często płazem. Dzisiaj te słabości widać jeszcze wyraźniej przy gorszej ofensywie. Nadal popełniamy mnóstwo prostych błędów i nie widać żadnego progresu w tej kwestii.

Cavaliers muszą szybko się obudzić, jeśli chcą powalczyć o coś w tym sezonie. W innym wypadku bardzo szybko może zostać zaciągnięty hamulec ręczny i włączenie trybu “tankowanie”, mimo że włodarze nie chcieli iść w kierunku gruntownej przebudowy. Życie weryfikuje jednak plany i za dwa tygodnie może okazać się, że nie ma innego wyjścia…

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.