Krajobraz po odejściu LeBrona

Koniec. Za nami najlepsze cztery lata w historii organizacji. Cztery lata, w czasie których co roku meldowaliśmy się w finałach, a w 2016 zdobyliśmy upragniony tytuł mistrzowski. Wszyscy doskonale wiemy, że ten wspaniały okres Cavaliers zawdzięczają przede wszystkim jednej osobie. Właśnie dlatego dziś nikt z nas nie ma pretensji do Jamesa. Spełnił obietnicę, zdobył dla Cleveland to, czego nie dał temu miastu wcześniej nikt. Teraz z czystym sumieniem rozpoczyna nowy etap swojej kariery w Los Angeles, a my liczymy na to, że wróci jeszcze do nas na sam koniec swojej przygody z koszykówką. Co jednak oznacza to dla Cavs? W którym kierunku ruszy nasza organizacja? Czego możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości?

Utrata najlepszego zawodnika niemal zawsze stawia przed klubem dylemat – czy staramy się utrzymać skład, dokonać pewnych wzmocnień i starać się wypaść jak najlepiej, czy pozbywamy się naszych niezłych zawodników w zamian za elastyczność finansową, picki w drafcie i obiecujących młodych graczy.

Pierwsza opcja oznacza w naszym przypadku, że staramy się walczyć o playoffy z tym, co mamy. Nasze salary cap nadal jest mocno zapchane i nie mamy wielu możliwości, aby realnie się wzmocnić. Z resztą, nawet jeśli mielibyśmy wolne pieniądze dla graczy, to Cleveland nie jest miastem, które ściąga gwiazdy. Naszym jedynym magnesem był LeBron. W tej chwili nie ma co na to liczyć. Dan Gilbert tym razem godnie pożegnał Króla, ale to nie oznacza że zmądrzał. Jeśli uzna, że chce z obecnym składem (plus parę mało istotnych zmian) walczyć o jak najlepszy wynik, to może się znowu przeliczyć. Piszę znowu, bo wszyscy pamiętamy jak odgrażał się, że zdobędzie tytuł szybciej niż James, a przez cztery kolejne lata byliśmy najgorszą drużyną w lidze, która do tego jeszcze nieumiejętnie wybierała w drafcie. Nasza rotacja nie wygląda imponująco i na tym ciekawym, dość wyrównanym wschodzie moglibyśmy nie dostać się do czołowej ósemki. Wydaje mi się to nawet bardzo prawdopodobne. Oczywiście można próbować i walczyć, ale czy nie jest to droga skazana na porażkę? Kevin Love jako pierwsza opcja? Kto będzie rozgrywał i nadawał ton w grze? Gdzie klasowi wingmani? Ja tego nie widzę. Lepszą i w pewien sposób oczywistą ścieżką wydaje się opcja nr dwa, czyli…

Dajemy nura! Staramy się wymienić graczy, którzy są coś warci za wybory w drafcie i ciekawych graczy z potencjałem. Ogrywamy tych, których mamy już w składzie, czyli Sextona, Clarksona, Nance’a, Osmana czy Zizicia. Kończymy sezon w dole tabeli i nie tracimy swojego picku. Dlaczego? Kiedy dokonywaliśmy wymiany po Kyle’a Korvera, to oddaliśmy do Hawks wybór w pierwszej rundzie draftu 2019. Pick ten jest jednak zastrzeżony w top10, więc jeśli nie chcemy go stracić, to musimy znaleźć się w gronie najsłabszych ekip w kolejnym sezonie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przegrywanie nie jest dla kibiców łatwe, ale jeśli mamy zbudować ciekawy zespół i pozyskać obiecujących graczy, to nie ma innej opcji niż draft. Sam z siebie nikt nie wybierze stanu Ohio. Klasowi wolni agenci omijają szerokim łukiem Cleveland. Musimy być tego świadomi. Muszą być tego świadomi nasi włodarze z Danem Gilbertem i Kobym Altmanem na czele…

Którą drogę wybierzemy? Nie mam pojęcia. Plotki są bardzo różne. Najpierw mówiło się, że Kevin Love nie jest na sprzedaż. Ostatnio źródła donoszą, że Cavs chcą sprawdzić, co mogę otrzymać za naszego wysokiego. Podejrzewam, że sama organizacja nie jest jeszcze przekonana do tego, jaką drogę powinna obrać. Może być tak, że rozpoczniemy sezon z ambicjami walcząc o playoffy, a dopiero pierwsza część rozgrywek zweryfikuje nasz potencjał i to czy mamy szansę, czy jednak należy zmienić strategię i zatankować. Wszyscy jesteśmy ciekawi, co może zaoferować Collin Sexton. Czy jest to gracz już gotowy do zmagań na poziomie NBA, czy będzie potrzebował więcej czasu, żeby okrzepnąć. To też będzie miało ogromny wpływ, na kierunek jaki obiorą Cavaliers.

A Wy, jak myślicie? Jakie zapadną decyzje w Cleveland? Jakie powinny zostać podjęte? Co czeka nas w w sezonie 2018/2019?

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.