Zapowiedź finałów NBA

Przed startem sezonu zdecydowana większość koszykarskiego świata przewidywała, że właśnie te dwie drużyny zmierzą się w kolejnym finale NBA. Sezon regularny i playoffy sprawiły, że mnóstwo osób zwątpiło w dominację Warriors, a przede wszystkim Cavaliers. Oba zespoły miały swoje problemy, jedni mniejsze (GSW), drudzy większe (Cavs), ale w końcowym rozrachunku po raz czwarty z rzędu o tytuł zagrają te same teamy. Jak do tego doszło i czego możemy spodziewać się w ostatniej fazie sezonu 2017/2018? Zapraszam do przeczytania zapowiedzi finałów NBA.

Zacznijmy od zespołu, któremu kibicujemy. Po bardzo burzliwym sezonie regularnym, do którego wracać już nie będę, przyszły playoffy. Rozczarowująca seria z Indianą sprawiła, że (wstyd się przyznać) w kolejnej rundzie bliżej mi było do postawienia na Raptors niż na Cavs. Wtedy jednak nasi koszykarze pokazali, że potrafią grać lepiej i odprawili z kwitkiem Toronto, chociaż należy pamiętać że jeden mecz wygraliśmy dopiero po dogrywce, a drugi buzzer-beaterem Jamesa. Jeśli chodzi o finały konferencji to stało się dokładnie to, co przewidziałem w zapowiedzi tamtej serii. Obie drużyny wygrywały u siebie aż do siódmego meczu, gdzie nie mogłem stawiać przeciwko Królowi i zwyciężyliśmy 4-3. To nie była łatwa seria, Cavaliers grali bardzo nierówno, ale w końcu pokonali znakomitego trenera i świetną defensywę Celtics. Wszyscy doskonale zdajemy sobie jednak sprawę, czyja to jest zasługa i dzięki komu zagramy po raz kolejny w finałach.

Brad Stevens o LeBronie:
“He’s unbelievable… It’s ridiculous.”
“Our goal going into the series was to make him exert as much energy as humanly possible and try to be as good as we can on everybody else. For the most part, I thought we were pretty good at that … but he still scored 35. It’s a joke.”

Al Horford:
“People need to understand that he’s playing at a different level.”

Warriors w tym sezonie nie byli już tak dominujący, jak w roku ubiegłym. Najpierw fantastyczni Rockets zabrali im pierwsze miejsce w konferencji zachodniej. Potem pierwsza i druga runda playoffów, gdzie pomimo pewnych zwycięstw czegoś brakowało w ich grze. Rywalizacja z Houston zakończona wynikiem 4-3 pokazała, że Warriors można nadgryźć, ale… no właśnie – czy można zrobić im coś więcej? Niemal wszyscy uważają finały zachodu za przedwczesny finał NBA i trudno się z tym nie zgodzić.  Zagrały ze sobą dwa najlepsze zespoły sezonu i zwycięsko wyszli z tego starcia koszykarze GSW. Skoro Rockets nie dali rady, to czy Cavs mają jakiekolwiek szanse?

Te finały nie będą podobne do tych z zeszłego roku. Nie będą podobne do tych dwa lata temu. Najbliżej im będzie do pojedynku z 2015 roku, kiedy z Warriors rywalizował LeBron wspierany przez bandę role players. Delly, Mozgov, czy Shumpert zasuwali na parkiecie aż miło, James był fenomenalny ale zwyciężyła przewaga talentu i musieliśmy obejść się smakiem. Mimo to, byłem wtedy dumny z Cavaliers i kochałem tamten skład za walkę, ambicję i poświęcenie. W tym roku mimo, że jest podobieństwo, to nie widzę w zespole tych cech wolicjonalnych. Nasz aktualny team nie ma tego zęba, tej determinacji i dlatego boję, że to może być bardzo krótka seria. Do tego Warriors mają Kevina Duranta, którego wtedy nie mieli. Wtedy mieli “tylko” trzech all starów. Dziś mają czterech i jeden z najlepszych zespołów w historii koszykówki. Na papierze wszystko wskazuje na Warriors i sweep.

Możemy szukać szans w tym, że Stephen Curry po kontuzji nadal jest nieregularny, Klay Thompson też miał problemy z kolanem, Andre Iguodala wypadał ostatnio z gry. Możemy liczyć na to, że wszyscy wokół Jamesa wzniosą się na wyżyny i zagrają dużo lepiej niż zagrali do tej pory. Jeśli mamy nawiązać jakąkolwiek rywalizację, to muszą to zrobić. Mamy paru graczy, którzy zagrają w finałach po raz pierwszy i stają przed niepowtarzalną szansą. Mamy graczy, którzy przychodzą do gry i zgrają w finałach pewnie po raz ostatni w swojej karierze i oni też powinni dać z siebie absolutnie wszystko, bo czym innym tu wygrywać? Mamy 29. obronę w NBA. Stajemy na przeciwko zespołowi elitarnemu zarówno w ataku, jak i w defensywie. Możemy postawić się jedynie nastawieniem, motywacją, zaufaniem i wiarą w Króla. Niczym więcej. Koszykarsko jesteśmy dwie klasy słabsi od rywali.

Poprzedni akapit dotyczył naszych role players, a teraz coś o LeBronie. Nie wiem, jak planuje nim grać Tyronn Lue, ale James ma w nogach najdłuższy sezon w swojej karierze. Ma 33 lata, gra ogromne minuty w playoffach, a ostatnio nie zszedł z parkietu wcale. W tej serii będzie też zmuszony kryć Klaya, Duranta, bądź Greena, więc nie odpocznie po bronionej stronie parkietu. Chciałbym, żeby Lue dał mu trochę oddechu, ale wiem że nie może, bo to skończy się tragicznie. Ile jeszcze sił ma LeBron? Ile można grać na takie niewiarygodnym poziomie? Boję się o jego zdrowie, boję się o jego skurcze. Panie, trzymaj pieczę nad Królem, bo inaczej będzie tragedia.

Kluczem do zwycięstw będzie dobra dyspozycja naszego trenera i szybkie reakcje na to, co dzieje się na parkiecie. Druga rzecz to dobra skuteczność rzutów za trzy innych graczy niż James. Trzecia to przetrwanie niesamowitych trzecich kwart w wykonaniu Warriors. Czwarta to dotrwanie do crunch time’u, gdzie LeBron jest lepszy niż cały zespół GSW razem wzięty. To wszystko brzmi nierealnie, ale takie to będą finały. Już raz stworzyliśmy historię w 2016 roku. James już jest legendą. Trzeba wierzyć, bo co innego nam pozostało?

Teraz powinien wytypować wynik tej serii, ale tak bardzo nie chcę tego robić… Trochę żałuję, że awansowaliśmy do tych finałów, bo z jednej strony jesteśmy tu czwarty raz pod rząd, James jest ósmy raz pod rząd i wygląda to pięknie. Z drugiej strony, jak mamy wygrać z tym potworem, jakim są Warriors? LeBron (nie wiadomo jeszcze co z Kevinem Love) kontra czterech all starów w jednym teamie. Pojedynek Dawida z Goliatem. Rozsądek mówi mi, że będzie 4-0. Rozum podpowiada, że urwiemy jeden mecz i będzie 4-1. Serce krzyczy – “nie stawiaj przeciwko LeBronowi”. Wybierz sobie typ, bo nie trzymam się żadnego.

Wiem, że ta zapowiedź nie brzmi optymistycznie. Mimo bycia fanem Cavs, jestem jednak realistą i trudno mi patrzeć inaczej na te finały, niż tak jak to napisałem. Mam ogromną nadzieję, że będę się musiał z tego wszystkiego za jakiś czas tłumaczyć. Oby.

Zaczynamy dzisiaj w nocy o godz. 3:00.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.