Blowout na Cavs w pierwszym meczu przeciwko Celtics

Wszyscy spodziewali się wyrównanej serii i nadal jest to bardzo możliwe, ale w pierwszym spotkaniu przed własną publicznością Boston stłamsił Kawalerzystów i w zasadzie po pierwszej połowie można było przestać oglądać ten blamaż. Liczymy na poprawę w kolejnym pojedynku, bo Cavs kompletnie zawiedli i sromotnie przegrali 108 – 83.

Cavaliers rozpoczęli spotkanie taką samą piątką, która grała w serii z Raptors: Hill-Korver-Smith-James-Love. Pierwsze minuty to wyrównana gra i i wynik oscylujący wokół remisu. Marcus Morris, który przed meczem twierdził, że jest w stanie zatrzymać LeBrona dość szybko złapał dwa faule, ale Brad Stevens zostawił go na parkiecie. Cavs w pewnym momencie mieli problem ze zdobyciem punktów i Tyronn Lue poprosił o czas, ale kolejne akcje również był nieskuteczne i Boston zaliczył run 17 – 0. Goście nie potrafili ani przełamać obrony Celtics, ani zatrzymać ich ataku, co zaowocowała bardzo wysoką przewagą punktową. Nasi koszykarze grali na fatalnej skuteczności i przegrali pierwszą kwartę 36 – 18.

Początek drugiej ćwiartki meczu to gra punkt za punkt. W naszym zespole dobrze spisywał się na deskach Thompson, ale gospodarze w ataku konsekwentnie ogrywali naszą defensywę zasłonami i ścięciami pod kosz. Po stronie gości cały czas szwankowała gra ofensywna. Nie dość, że oddawaliśmy rzuty z trudnych pozycji, to jeszcze strasznie “cegliliśmy”. Efektem takich poczynań boiskowych było ponad dwadzieścia oczek straty. Boston zdobywał mnóstwo łatwych punktów z pomalowanego, gdzie nie mamy dobrego obrońcy i grał na 60% skuteczności, podczas gdy my trafiliśmy ledwie 32% rzutów z gry i byliśmy 0/12 zza łuku. Cavaliers po prostu nie dojechali na mecz. Do przerwy było 61 – 35 dla Celtów. Deklasacja.

Cavaliers rozpoczęli trzecią kwartę w sposób, który nie dawał nam wielkich nadziei na powrót do gry. Niewiele się zmieniło i Boston kontrolował przebieg spotkania. W połowie tej części meczu udało się zmniejszyć stratę do dwudziestu punktów, ale samo to zdanie wiele mówi o naszej dyspozycji tego dnia. Ostatnie minuty trzeciej ćwiartki wyglądały trochę lepiej w wykonaniu Cavs i dzięki rzutowi Jeffa Green’a równo z syreną przegrywaliśmy “tylko” czternastoma punktami przed startem ostatniej odsłony spotkania.

W czwartą kwartę lepiej weszli jednak gospodarze i dość szybko stłumili zapędy Cleveland. Przewaga Celtics ponownie wzrosła do niemal trzydziestu punktów i było po meczu. Na siedem minut przed ostatnią syreną Tyronn Lue wywiesił już białą flagę i posadził na ławkę swoich starterów. Reszta spotkania to już garbage time, w czasie którego nie wydarzyło się nic wartego odnotowania.

W naszej drużynie trudno wyróżnić kogokolwiek. James miał 15/7/9, ale trafił tylko pięć rzutów z gry i miał siedem strat. Warto chyba tylko wspomnieć o występie Tristana Thompsona, który w dwadzieścia minut miał 8 punktów i 11 zbiórek.

Po stronie gospodarzy świetnie po obu stronach parkietu spisywał się cały zespól. Najlepszym strzelcem był Jaylen Brown – 23 oczka, a double double 21/10 miał Marcus Morris.

Mamy nadzieję, że ten zimny prysznic obudzi Cavaliers i obejrzymy lepszy występ naszych koszykarzy w TD Garden w kolejnym spotkaniu.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*