Zapowiedź serii z Raptors

Cavaliers po niezwykle trudnej rywalizacji z Indianą Pacers awansowali do drugiej rundy playoffów, gdzie czeka na nich zespół rozstawiony z jedynką w konferencji wschodniej – Toronto Raptors. Zespół z Kanady po świetnym sezonie regularnym pokonał w pierwszej fazie PO Washington Wizards 4:2 i zameldował się w drugiej rundzie pokazując, że jest drużyną silniejszą niż w latach ubiegłych. Co czeka Cavaliers w tym starciu? Zapraszam do przeczytania tekstu zapowiadającego półfinał wschodu.

Toronto to zespół, który w ostatnich latach regularnie występuje w playoffach i regularnie zbiera tęgie lanie od Lebrona i Cavs. Do Raptors przylgnęła przez to łatka tych, którzy nie radzą sobie z presją w najważniejszej fazie sezonu i na widok Króla zakładają “pieluchomajtki”. W tym sezonie może być jednak inaczej, bo drużyna Dwayne’a Casey’a to… w zasadzie ten sam skład personalny, co rok temu ale grający zupełnie inaczej. Styl, który opierał się na izolacjach DeRozana i Lowry’ego został zastąpiony wymianą piłki, zespołową grą i dużą liczbą asyst. Mamy więcej trójek, bardziej dojrzałą grę liderów i ciągłość utrzymaną przez całe 48 minut. 59 zwycięstw w sezonie regularnym i wygrana seria z Waszyngtonem muszą robić wrażenie i nie dziwi fakt, że to oni są u bukmacherów wyraźnym faworytem w starciu z Cleveland.

Zdecydowanym liderem zespołu jest DeMar DeRozan, ale objawia się to przede wszystkim tym, że w większym stopniu kreuje swoich kolegów niż w latach ubiegłych. Chętniej też rzuca za trzy, podobnie jak Jonas Valanciunas, który dodał rzut zza łuku do swojego repertuaru zagrań. Skład jest szeroki, zdyscyplinowany oraz głodny gry. Fantastycznie spisują się młodzi graczy, tacy jak OG Anunoby, Pascal Siakam czy Fred VanVleet. Wszyscy bronią, współpracują na parkiecie i grają z sercem. W serii z Wizards przewagę zrobiły rezerwowe lineupy, które znakomicie radziły sobie też w sezonie regularnym. Nie raz bywało tak, że Lowry lub DeRozan nie musieli wracać na parkiet, bo role players doskonale dawali sobie radę i pieczętowali kolejne zwycięstwa. Dwyane Casey ma w kim wybierać i w czasie spotkania decyduje kto spędzi na boisku więcej minut, a kto mniej w zależności od dyspozycji. Raptors w tym roku to wyjątkowy niewygodny rywal, który wygląda na zdecydowanie silniejszego przeciwnika niż Indiana. A skoro już o niej mowa…

Cavaliers w serii z Pacers pokazali wszystkie swoje braki i ograniczenia. James może wyczyniać na parkiecie cuda, ale w koszykówce potrzebna jest druga i trzecia opcja. U nas nikt poza Królem nawet nie mógł zbliżyć się do zdobycia 20 punktów, a drugim najlepszym graczem był Kyle Korver, w którego metrykę nie wypada zaglądać, co wiele mówi o tym zespole. LeBron przepchnął nas przez pierwszą rundę, co podkreślali gracze Indiany (Oladipo i Booker), którzy powiedzieli że Pacers byli lepszym teamem, ale Cavs mają najlepszego gracza na świecie. Swoją drogą to było bardzo ładne zachowanie ze strony Victora Oladipo, który powiedział że będzie pracował, aby kiedyś wejść na takim poziom, na jakim jest James. Oczywistą sprawą było to, że nasza defensywa będzie wyglądać koszmarnie w playoffach, ale tutaj nie jest nawet aż tak źle. Zdarzały się fragmenty, gdy wyglądało to nieźle. Problemem o dziwo była ofensywa. Atak, który był jednym z najlepszych w sezonie regularnym, nagle wygląda bardzo słabo. Z czego to wynika? Nie wieszałbym psów na Kevinie Love, ponieważ gra on z kontuzją kciuka. Wyobrażacie sobie jak musi rzucać się do kosza mając kontuzję tego palca? Tutaj decyduje po prostu zdrowie, a właściwie jego brak. Kevin powinien być drugą opcją w tym zespole i dostarczać co mecz 20-25 punktów, ale nie jest w stanie tego robić z urazem. Kolejny problem to plecy George’a Hilla. Nasz rozgrywający pokazał w game 7, że zdrowy byłby w zasadzie najlepszym graczem obok Jamesa. Niestety cały czas walczy z kontuzją i nie jest w pełni sił. Zawodzą też pozostałe nowe nabytki. Larry Nance Jr. jest graczem jednowymiarowym i wszyscy już się go “nauczyli”, a w obronie nie robi różnicy. Jordan Clarkson wygląda na spalonego w swoich pierwszych playoffach. To on w regular season był motorem napędowym z ławki i rzucał świetnie za trzy. W tej serii zawodził. Rodney Hood wyglądał na kompletnie zagubionego i też nie wnosił nic do gry. Na co mamy więc liczyć w kolejnej rundzie?

Przede wszystkim na to, że trudno już grać gorzej niż robi to wielu naszych zawodników. Sęk w tym, aby zaczęli grać lepiej. Musimy też wierzyć w to, że kłopoty zdrowotne będą mniej uciążliwe dla naszych kluczowych graczy. Ostatni mecz pokazał, że nie warto zakopywać Tristana Thompsona, który wniósł dużo energii i walkę na tablicach. I to powinien być klucz, którego Tyronn Lue musi się trzymać. Pamiętacie najlepsze momenty Cavs odkąd wrócił Król? To te, w których LeBron gra obok Love’a i Thompsona. Mamy wtedy wzrost, siłę i wygrane deski, a kolejne ponowienia rozpraszają przeciwników. Dobra dyspozycja TT to też mniej minut dla fatalnego Jeffa Greena oraz więcej Kevina na pozycji numer cztery. Love jako center jest niestety ogromną dziurą w obronie pod koszem.  LeBron mimo, że będzie broniony przez paru bardzo fizycznych graczy, zrobi zapewne swoje. Nie zatrzymamy też ofensywy Raptors, bo jeśli będziemy podwajać ich liderów, tak jak Victora Oladipo to reszta graczy będzie miała mnóstwo czystych pozycji, a shooterów Toronto ma lepszych niż Pacers i będziemy strasznie karceni. Trzeba postawić więc na wzrost, fizyczność i wygrane tablice. Szczerze mówiąc nie widzę innej szansy na wygranie tej serii. Tyronn Lue też musi wznieść się na wyżyny swoich umiejętności trenerskich i maksymalnie pomóc zespołowi.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, widzę jak Cavaliers mogą ugryźć Toronto, ale potrzebujemy poprawy w wielu aspektach. Musimy być zdrowsi, lepsi w obronie i przede wszystkim Ci, którzy najbardziej zawodzą muszą przyjść do gry. James może przenosić sam góry, ale potrzebuje wsparcia, bo to nie jest dyscyplina indywidualna. Bardzo martwią mnie skurcze LeBrona, który rozegrał 82 spotkania w sezonie regularnymi i teraz też grał ogromne minuty. To wszystko nie napawa optymizmem, bo aby postawić na Cleveland w tej serii, musiałbym użyć bardzo wielu “jeśli”. Chciałbym inaczej, ale stawiam 4:2 dla Raptors. Podkreślam, że widzę szansę na pokonanie zespołu z Kanady, ale na pewno nie w serii gdzie zmęczony James będzie musiał robić na parkiecie wszystko i nie otrzyma wsparcia od reszty. Serce mówi Cavs w 7. Rozum krzyczy – jak?! Tym bardziej, że dosłownie przed chwilą graliśmy kluczowy mecz z Indianą, więc pierwsze spotkanie w Toronto może wyglądać dla naszych koszykarzy niewesoło.

Zaczynamy dzisiaj w nocy o godz. 2:00 i oby wyglądało to lepiej niż przypuszczam.

EDIT: Im bliżej meczu, tym mocniej zaczynam kierować się sercem niż rozumem i właśnie w zabawie dotyczącej typowania serii, w której biorę udział oddałem głos na na 4:3 dla Cavaliers. Trudno mi typować przeciwko LeBronowi, więc nie będę tego robił 😉

 

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*