Redakcyjne typowanie rywalizacji z Toronto Raptors

Dopiero ochłonęliśmy po niesamowitej serii z Indiana Pacers, a już najbliższej nocy czeka nas kolejna odsłona walki o mistrzostwo NBA. Cleveland Cavaliers czekają starcia z Toronto Raptors, a część naszej redakcji pokusiła się o wytypowanie scenariusza tego pojedynku w drugiej rundzie playoffs Konferencji Wschodniej.

1. Jaka jest najmocniejsza strona Raptors?

2. Gdzie szukać najsłabszej strony ekipy z Kanady?

3. Którą parę koszykarzy uważasz za kluczowy matchup w tej serii?

4. Jaki przewidujesz wynik rywalizacji Cavs z Raptors?

5. Kogo wolisz w Finale Wschodu (Boston Celtics albo Philadelphia 76ers)?

Mateusz Jakubiak

1. Gra zespołowa. Właśnie temu aspektowi Raptors mogą zawdzięczać pierwsze miejsce na koniec rozgrywek regularnych. W zespole z Toronto wielu zawodników może wesprzeć swoich dwóch liderów w trudnych chwilach, czyli Kyle’a Lowry’ego oraz DeMara DeRozana. Dwane Casey świetnie poukładał swoich podopiecznych, jednak prawdziwy egzamin dopiero jest przed nimi.

2. Psychika. Wiele osób uważa, że „Dinozaury” mają największą szansę w ostatnich latach, aby rozprawić się ze swoim koszmarem, czyli Cleveland Cavaliers i LeBronem Jamesem. Zawodnicy teamu z Kanady pokazywali już w przeszłości, że w tych najważniejszych chwilach sezonu nie wytrzymują napięcia i ulegali zespołowi ze stanu Ohio. Nie będę zdziwiony, jeżeli podobnie będzie także w tegorocznych playoffs.

3. Walka LeBrona z całym teamem Raptors. Liczę na to, że James otrzyma wsparcie od reszty kolegów, ale siedem meczów z Indiana Pacers pokazało, że LBJ najbardziej musi liczyć na samego siebie.

4. 4-2 dla Cavaliers. Czy jest w tym zbyt duży optymizm? Bardzo możliwe, ale mam w pamięci poprzednie rywalizacje z ekipą z Toronto. Zwycięstwo Kawalerii nie będzie niespodzianką.

5. Nie mam swojego typu. Boston Celtics są osłabieni kontuzjami, ale mają kapitalnego trenera. 76ers prezentują się kapitalnie i są teraz największą siła w Konferencji Wschodniej. Seria z każdą z tych drużyn będzie niesamowita.

Konrad Jaśkiewicz

1. To, co jest jednym z naszych największych mankamentów, a mianowicie ławka rezerwowych – najlepsza obecnie w NBA. Obawiam się, że LeBron znów może nie mieć czasu, by odpocząć.

2. Zwykło się mawiać w poprzednich latach, że Raptors tylko czekają, aby „rozłożyć swe nogi przed Królem”. Czasami jednak strach nakazał im odpaść przed spotkaniem z “przeznaczeniem”. Oczywiście piszę to żartem, ale jest w tym na pewno coś, że James utkwił już gdzieś w psychice graczy i kibiców z Toronto i na pewno nie jest to przyjemne uczucie.

3. Nie wiem, czy LeBron będzie grać przeciw DeRozanowi większość czasu, więc postawię na duet Lowry – Hill. Rozgrywający z Kanady to jeden z dwóch najlepszych graczy po tamtej stronie granicy i to na Hillu głównie będzie spoczywała odpowiedzialność za niego. Miejmy nadzieję, że nie powrócą kłopoty zdrowotne z 1. rundy.

4. Życzyłbym sobie i inny kibicom Cavs oczywiście „sweapu” 😉 ale trzymam kciuki, żeby to była krótsza i mniej stresująca seria niż ta z Pacers. 4-2.

5. 76ers. Simmons, Embiid i reszta młodych graczy to według mnie rywal ciekawszy dla oka niż grający bez Irvinga i Haywarda Celtics. Poza tym, nigdy nie miałem specjalnej sympatii do Celtów 😉
Z drugiej strony boję się, że mocne tegoroczne play-offs w wykonaniu Philadelphii pozwolą uwierzyć LeBronowi w „Proces” i będzie chciał sprawdzić na własnej skórze w przyszłym sezonie, czy można coś z niego jeszcze wycisnąć.

Rafał Jurasiński

1. Zespołowość i szeroki skład to główne atuty klubu z Kanady. Najlepsza ławka w lidze pozwala utrzymać równe tempo przez 48 minut. Toronto to zespół podobny do Indiany, ale z większym doświadczeniem i po prostu lepszy.

2. Psychika. Raptory nie raz udowadniały, że gra o wysokie cele nie jest dla nich. Ten sezon będzie prawdziwym sprawdzianem, bo powinni wykorzystać słabość Cavs, kontuzje u Celtics lub młodość 76ers i zagrać w wielkim finale. Zobaczymy czy tak się stanie.

3. Love – Ibaka. Przez całą serię z Indy aż prosiło się, żeby wstawić do składu centra i przesunąć Kevina na skrzydło. Ostatni mecz przekonał nas o słuszności tej roszady. Nawet celebryta Tristan swoim doświadczeniem poprawił jakość gry Cavs. Posunąłbym się jeszcze dalej i dał minuty Zizicovi na centrze tylko po to, aby utrudnić rywalom wjazdy pod kosz i uruchomić na dystansie Kevina. Naturalnym wydaje się ograniczenie minut Rodneya Hooda, który nie wnosi wiele w ataku, a w obronie jest przesuwany niemal przez każdego rywala. Ibaka to dobry obrońca, ale wyciągnięty na obwód będzie mniej przydatny. W pomalowanym LeBron będzie szukał gry 1 na 1 z Jonasem podobnie jak to było z centrami Pacers. Celem będzie szybkie posadzenie Litwina na ławce po złapaniu kilku fauli. Trafiający Love i równa walka na deskach to klucze, żeby nawiązać walkę z Raps. Oczywiście niezbędny jest Bron rzucający po 40 oczek w meczu.

4. Przegramy 2-4. Już awans do 2 rundy jest kompletnie niezasłużony, gdyż Pacers byli zespołem lepszym od nas. Bardziej doświadczone i mające lepszych graczy Toronto nie powinno zmarnować szansy, no ale to sport, więc poczekajmy. Ostatni mecz z Indy tchnął większą wiarę w nas, fanów Cavs. Przede wszystkim dlatego, że obudził się trener Lue i dokonał dwóch świetnych zmian. Wpuścił do gry Thompsona przesuwając Love’a na skrzydło i zagrał drugą połowę Hillem, który jest graczem skrojonym na playoffs.

5. Wolę mniej doświadczone 76ers. Oni jeszcze muszą poczekać na sukcesy. Nie daje im żadnych szans z Celtami, nawet jeśli tych będą prześladować kontuzje. Jeśli przeskoczymy Raps, zagramy z Celtics, którzy mają najlepszego trenera na świecie.

Jakub Rodak

1. Team spirit i ławka rezerwowych. Raptors to w końcu nie tylko Lowry i DeRozan ale tez najlepsza w NBA ławka rezerwowych dająca oddech swoim liderom.

2. Głowy zawodników Raptors i strach przed LeBronem oraz to co już zawsze, gdy dwóch najlepszych graczy Toronto zwyczajnie wymięka w trudnych momentach.

3. O ile Raps nie mają obrońcy na LeBrona i ten będzie spokojnie rzucał po 30 punktów w meczu, według mnie kluczowy będzie Kevin Love. Żebyśmy mieli jakiekolwiek szanse w tej serii, Love musi zdobywać średnio co najmniej 20 punktów na mecz, generalnie wydaje mi się, że wysocy zrobią różnicę w tym meczu.

4. Jeżeli zawodnicy poza LeBronem będą grali dalej tak jak w serii z Pacers, to stawiam maksymalnie że wygramy 2 mecze i 4-2 dla Raptors. Mam nadzieje, że będzie odwrotnie.

5. Bardzo ciężki wybór… Teoretycznie Boston, ale jednak raczej mają za dużo amunicji, z która sobie nie poradzimy, a o Golden State Sixers nawet nie mówię… Jeśli jakimś cudem przejdziemy Raptors, to potem raczej już bez szans… Ale „in LeBron James we trust” 🙂

Wojciech Markowski

1. Najsilniejszą bronią Toronto jest to, co udało im się zbudować w tym sezonie, czyli świetna gra zespołowa. Pamiętamy, że w ostatnich latach ta drużyna bazowała przede wszystkim na izolacyjnych akcjach Lowry’ego i DeRozana. Dwayne Casey wykonał jednak kawał dobrej roboty i Raptors z tych rozgrywek to kompletnie inna ekipa, mimo że kadrowo właściwie różni się bardzo niewiele. Liderzy zaliczają zdecydowanie więcej asyst, pojawił się system ofensywny, a ławka drużyny z Kanady to absolutny top ligi. Szeroka, zgrana rotacja i równa gra przez 48 minut to siła Kanadyjczyków.

2. Oczywistym typem wydaje się być głowa koszykarzy z Toronto i to, że LeBron lał ich niemiłosiernie w latach ubiegłych. Tym razem jednak zakończyli sezon jako najlepsza drużyna w konferencji wschodniej, ograli zawsze groźnych Wizards i są dużo lepiej przygotowani do starcia z Cavaliers. Mam problem ze wskazaniem słabej strony Raptors, bo uwierzyłem w tę drużynę. Oni są po prostu dobrzy w każdym aspekcie gry i trudno powiedzieć, co może nie zagrać.

3. Kluczem do zwycięstwa będzie matchup wysokich. James zrobi swoje, guardzi Toronto również. Zadecyduje pojedynek na pozycjach 4/5. Moim zdaniem powinniśmy wyjść wysoko i wygrać walkę na deskach duetem Love – Thompson. Pokazać, że jesteśmy fizyczni i nie odpuszczamy. Jeśli będziemy tutaj lepsi, to widzę szansę na awans do kolejnej rundy.

4. Odkąd piszę dla Cavaliers zawsze stawiam na naszych koszykarzy, nawet jeśli były to typy życzeniowe (finały z Warriors). Tym razem jednak rozum góruje i jeśli Kevin Love nadal będzie miał problemy z kciukiem, a George Hill z plecami to jak mamy wygrać cztery spotkania przeciwko drużynie lepszej niż Pacers? Nie widzę tego. Choćby LeBron znowu przesuwał góry, na parkiecie jest dziesięciu zawodników. 4-2 dla Raptors, mimo że będę cały czas przekonywał się, że może jednak się uda.

5. 76ers to drużyna bardziej utalentowana od Celtics, która zaskakująco szybko weszła na bardzo wysoki poziom i typuję, że mimo geniusze Brada Stevensa to oni zagrają w finale wschodu. Pojedynek Jamesa z Embiidem i Simonsem byłby niesamowicie fascynujący, ale większe szanse mielibyśmy z Bostonem. Jest mi to w tej chwili obojętne, bo obstawiam że niestety nie przejdziemy do kolejnej rundy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.