Rachunek sumienia Tyronna Lue

Tyronn Lue nie jest w stanie prowadzić Cavaliers przez problemy ze zdrowiem. Na początku pomyślałem, że jest to “zasłona dymna”, bo drużyna zawodzi i gra w kratkę, a coach stracił zaufanie włodarzy. Zdałem sobie sprawę jednak, że Lue w ostatnich spotkaniach znikał czasem w szatni i zostawiał Cavs pod opieką swoich asystentów. Coś faktycznie jest na rzeczy. Naszemu trenerowi życzę dużo zdrowia, a przy okazji napiszę co nieco na temat tego, jak wykonywał swoją pracę i czy szybko za nim zatęsknimy.

Coach Lue przejął Cavaliers w połowie sezonu 2015/2016 i zdobył tytuł. Na zawsze już zostanie zapamiętany w Cleveland, bo przyczynił się do historycznego dla Ohio triumfu. Wielu do dziś twierdzi, że drużynę ukształtował David Blatt, który stracił wtedy pracę i to on w dużej mierze jest odpowiedzialny za tamten sukces. Osobiście zgadzam się, że Blatt zbudował podwaliny mistrzowskiej ekipy (na pewno jego Cavs bronili lepiej), ale nie umniejszałbym zasług Tyronna.

W zeszłym sezonie ponownie dotarliśmy do finałów, ale tam czekał potwór. Nie mam pretensji do naszego trenera, bo z Warriors nie dało się wygrać. Przewaga talentu była zbyt duża. Czepiałbym się o parę drobiazgów, takich jak np. zbyt szybka gra przeciwko GSW, zamiast zwalniania tempa i ograniczania posiadań przeciwko mistrzom kontr, ale tak jak pisałem – większego skutku i tak by to nie przyniosło. Przez playoffy przeszliśmy wtedy jak burza, ale w sezonie regularnym mieliśmy kłopoty. Kadrowo byliśmy drużyną mocniejszą niż w obecnych rozgrywkach, ale zarzuty miałem podobne, więc o nich zaraz.

Każdy wie, jak sprawują się Cavaliers w sezonie 2017/2018. Dużo zmian, dużo zamieszania, trudne warunki do pracy z drużyną. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja nie była komfortowa, a presja tam, gdzie jest LeBron zawsze jest ogromna. Niestety Lue nie poradził sobie z wprowadzeniem do zespołu nowych graczy. Przybyli z Bostonu Thomas i Crowder grali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Dlaczego tak było? Tutaj pierwszy z moich sprecyzowanych zarzutów – brak systemu ofensywnego. Rozumiem, że mając Jamesa można być spokojnym o poczynania w ataku swojego zespołu. Można oddać mu piłkę i wiedzieć, że będzie bardzo dobrze. Gorzej jeśli reszta graczy potrzebuje więcej pomocy, aby znaleźć swoją rolę. Poza tym Król mógłby grać mniej, gdyby drużyna potrafiła radzić sobie na boisku bez niego. Do tego potrzebny jest trener, który ma plan A i plan B. Ma różne rozwiązania. W naszej ekipie jakiś system gry w ataku pojawia się tylko wtedy, gdy próbujemy uruchomić Kevina Love’a. Koniec. Wystarczy obejrzeć mecze takich drużyn jak Celtics czy Jazz, aby zrozumieć jak dużo można zaplanować i ile zagrywek rozegrać w ciągu spotkania. U nas tego nie ma.

Drugi, ale pewnie najistotniejszy problem to obrona. Trąbię o tym bardzo często, bo niesamowicie mnie to drażni, więc teraz krótko. Cavaliers bronili źle w zeszłym sezonie i źle bronią w sezonie obecnym. To prawda, że nie mamy wielu rasowych defensorów i nie ma szans na to, aby być top5 drużyną w lidze, jeśli chodzi o obronę, ale powinno być mimo to zdecydowanie lepiej. Widać jak często nasi gracze się gubią, pomagają w nieodpowiednich momentach, popełniają proste błędy i rozkładają ręce po kolejnych nieporozumieniach. Winę za to ponosi trener i jego asystenci.

Trzecia uwaga to problem ze znalezieniem odpowiednich lineupów. Zazwyczaj Lue radził z tym sobie nieźle, ale w tym sezonie dokonywał wielu zmian, jednak nie było widać w tym większego planu. Najpierw próba gry Rose – Wade jako backcourt, potem uporczywe trzymanie fatalnego J.R. Smitha w pierwszej piątce, rzucanie Tristanem Thompsonem na ławkę, do S5 i znowu na ławkę. Kevin Love jako center, jako silny skrzydłowy i znowu jako center. Mieszanie, rotacje, a niestety finalnie brak efektów. Do dziś nie wiemy, jakie jest optymalne ustawienie Cavs i jak powinniśmy rozpoczynać mecze. W tej chwili nie pomagają kontuzje, ale sytuacja wygląda podobnie przez cały sezon.

Tyronn Lue dwukrotnie powinien stracić w tym sezonie pracę. Nie stracił jej jednak, bo wszyscy w Cleveland boją się odejścia LeBrona, a kolejne zamieszanie mogłoby być następnym argumentem (już jest ich sporo) do takiej decyzji. W tej chwili zastępuje go Larry Drew. To może wyjść nawet nieźle (chociaż cudów nie oczekuję), bo mimo że do asystenta nie mam zaufania, to może taka przerwa dobrze zrobi i koszykarzom i trenerowi. Gorzej i tak nie będzie, bo Cavaliers są w tej chwili drużyną na 0.5 – połowę meczów wygrywają, połowę przegrywają.

Mimo, że wielu z nas krzyczało w tym sezonie o zwolnieniu Lue (ja też!), to powiem Wam dlaczego powinniśmy trzymać kciuki za jego powrót na playoffy. Jest lepszym coachem w playoffs niż w sezonie regularnym. Wielokrotnie proponował lepsze rozwiązania niż jego przeciwnicy na ławkach trenerskich w seriach, gdzie to przecież Cavs byli faworytem i to szkoleniowcy innych drużyn powinni szukać lepszych wariantów. Tyronn nieźle czuje matchupy i wprowadza zmiany w sposobach krycia czy rotacjach. Próbuje, sprawdza i stara się wyciągać wnioski z pojedynczych posiadań. Nie chcę robić z niego świetnego trenera, ale jest różnica w tym jak prowadzi drużynę w playofach, a tym jak robi to w czasie regular season, gdzie jedzie trochę na autopilocie.

Całkiem możliwe, że Tyronn Lue straci pracę po tym sezonie, bo nie prowadzi tej drużyny tak, jak się tego oczekuje. W tej chwili powinniśmy jednak oczekiwać jego powrotu, bo po 1. problemy z bólami w klatce piersiowej to nie są żarty, a po 2. będziemy go potrzebować w playoffach. LeBron jest w zasadzie grającym trenerem, ale potrzebuje dobrego wsparcia z ławki. Lepszego już w tym sezonie nie znajdzie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*