„Trzech moich ulubionych graczy w historii Cavaliers” – Mateusz, Rafał i Wojtek z CavsPL

Można się domyślać, że dla większości kibiców Cleveland Cavaliers ulubionym zawodnikiem w historii organizacji był, jest i będzie LeBron James. W redakcyjnym gronie usiedliśmy do naszych „ulubieńców” w dziejach Kawalerii, jednak umówiliśmy się, że nie będziemy wskazywać właśnie na LBJ-a (bez względu na nasze sympatie). Jak wygląda nasze zestawienie? Zapraszamy do lektury!

Mateusz Jakubiak

Ależ ciężko jest wybrać tą trójkę, ponieważ przez Cavaliers przewinęła się masa świetnych zawodników, ale też fajnych gości. Zastanowiłem się i jakoś udało się wyłonić trzech ulubieńców. Dodam jedynie, że kolejność jest przypadkowa.

Na pewno wskażę na Žydrūnasa Ilgauskasa, czyli prawdopodobnie jedną z największych legend klubu ze stanu Ohio. Niesamowitą sprawą jest wszechobecny szacunek, który w Cleveland panuje wobec litewskiego koszykarza. O jego karierze powiedziano już naprawdę wiele, a ja jedynie dodam, że wielka szkoda, iż „Z” nigdy nie został mistrzem najlepszej koszykarskiej ligi świata.

Kolejnym graczem, którego darzę olbrzymią sympatią jest Kevin Love. Wydaje mi się, że występy w cieniu LeBrona Jamesa sprawiły, że wielu kibiców zapomniało o świetnych umiejętnościach naszego silnego skrzydłowego. Mam nadzieję, że zostanie w Ohio jeszcze przez długi czas. Nigdy nie zapomnę mu tej świetnej obrony na Stephenie Currym w ostatnich sekundach Finałów 2016…

Ostatni mój typ może okazać się nieco zaskakujący, ale bardzo dobrze wspominam Damona Jonesa. Zawsze wyluzowany facet, który bardzo dobrze potrafił celować zza łuku. Uważam, że jest on jedną z bardziej pozytywnych postaci w historii Cleveland Cavaliers.

Rafał Jurasiński

Generalnie jako fan rozgrywających moimi ulubieńcami zwykle byli PG Cavs. Zaczęło się od Marka Price’a o którym wiele już pisałem na tej stronie. Do dziś trudno mi uwierzyć jak z takimi warunkami fizycznymi można było osiągnąć tak wiele. Próbuje porównać go do któregoś z obecnych graczy i trudno kogokolwiek mi przyrównać. Najbliżej chyba jest Stephen Curry, którego charakteryzują te same atuty czyli szybkość, spryt i świetny rzut. Price to jedyny koszykarz Cavs poza Jamesem, który załapał się do najlepszej piątki sezonu, a było to w 1993 roku, partnerowali mu Jordan, Barkley, Malone i Olajuwon… Kontuzje spowolniły jego karierę, ale te 4-5 sezonów, gdy był w topowej formie uczyniły z Cavs kontendera.

Następcą Marka został Terrell Brandon. Kolejny malec z wielkim sercem. Brandon dwukrotnie wystąpił w meczu ASG, co najlepiej ukazuje jego wielkie możliwości. Grał pod wodzą speca od defensywy Mike’a Fratello i był mózgiem drużyny. Świetnie spowalniał grę przez co traciliśmy średnio około 80 punktów w meczu. Dziś przypomina mi Terrella Kemba Walker. Ogólnie całe Hornets posiadające wielu specjalistów od obrony to taka kopia tamtych Cavs. Niestety, przepisy poszły w ofensywną stronę i chyba nie sposób stworzyć defensywnego potwora obecnie. Osobiście nad tym ubolewam, ciekawy byłem postawy Hornets, ale ci zawodzą. Wracając do Terrella, był on również elementem najgorszej wymiany w historii Cavs (za Shawna Kempa) po której drużyna po roku właściwie się rozpadła.

Kolejnym materiałem na idola był Brevin Knight, bardzo obiecujący debiutant. Nie zaufano jednak mu i szybko odszedł z Ohio. Kariery nie zrobił, więc chyba jednak przeceniałem jego talent i nie mogę wepchnąć go do trójki ulubionych.

W tej trójce za to na pewno będzie Kyrie Irving. Cóż więcej pisać…. Zdobył nam mistrza i zasłużył na MVP finals na równi z LeBronem. Do dziś łza kręci się w moim oku, gdy widzę go w zielonym stroju…. Czekam na kolejnego wielkiego rozgrywającego. Może nadchodzący draft już zaspokoi mój apetyt?

P.S. Chciałbym wymienić jeszcze kilku graczy Cavs, którym darzyłem wyjątkową sympatią. Tak tylko z nazwiska: Brad Daugherty, Larry Nance, Craig Ehlo, Zydrunas Illgauskas, Kevin Love, Mat Dellavedova.

Wojciech Markowski

1. Žydrūnas Ilgauskas. Jedna z legend Cavaliers, mimo że wybitnym koszykarzem nie był. Kiedy zaczynałem interesować się NBA, Litwin był jednym z pierwszych zawodników, których momentalnie zapamiętałem. Nie grał już dużych minut, ale nadal potrafił wykorzystywać swoje warunki fizyczne w strefie podkoszowej. Świetnie radził sobie też w NBA 2k, co miało dla mnie w tym czasie duże znaczenie 😉 Kojarzy mi się z moją wczesną ekscytacją koszykówką i stąd ten wybór.

2. Matthew Dellavedova. Kolejny z graczy, który w najlepszym razie był/jest tylko dobrym zadaniowcem, ale zawsze darzyłem go szczerą sympatią. Niesamowity walczak, który gdyby nie charakter i zadziorność mógłby równie dobrze nie grać w NBA. Braki w koszykarskim rzemiośle nadrabia ambicją, a to zawsze się ceni. Zawsze będę pamiętał, jak krył Stephena Curry’ego czy zdobywał 20 punktów w finałach NBA. Chciałbym, żeby Delly wrócił jeszcze do Cavs jako backup na pozycji point guarda, mimo że najlepsze lata ma już za sobą.

3. Shaquille O’Neal. Wymieniam go tutaj dlatego, że co jakiś czas zastanawiam się, jak mogłaby potoczyć się historia, gdyby zagrał z LeBronem parę lat wcześniej i jak elektryzujący byłby to duet. Shaq grał u nas ledwie sezon i jest utożsamiany przede wszystkim z Magic, Lakers bądź Heat, ale byłem jego fanem i cieszę się, że miał chociaż epizod w barwach Cavaliers. Wielka postać, indywidualność, showman jakich mało. Brakuje mi trochę tych mamutów, ale namiastkę O’Neala widzę w Joelu Embiidzie (zachowanie) i jest to delikatna osłoda.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*