Wymęczona wygrana z Magic

Cavaliers są w kryzysie, o czym świadczą nie tylko wyniki drużyny, ale też niepokojące głosy z szatni, o których mieliście okazję przeczytać ostatnio na naszej stronie. Wydawało się, że Orlando to idealna drużyna na przełamanie i odbicie się od dna. Cleveland się przełamało, ale po raz kolejny dyspozycja naszych koszykarzy pozostawiała bardzo wiele do życzenia.

Od początku spotkania Cavs dominowali i stopniowo powiększali swoją przewagę punktową. Był dobry ruch piłki i zespołowa gra po atakowanej stronie parkietu, która sprawiła, że w pierwszej kwarcie nasi koszykarze zdobyli aż 36 oczek. Druga ćwiartka również została przez wygrana Cavaliers, a dominacja miała swoje zdecydowane odzwierciedlenie w punktach. Zanosiło się na potężny blowout, bo jeszcze przed przerwą uzyskaliśmy ponad dwadzieścia punktów zaliczki i mecz wydawał się rozstrzygnięty.

Niestety, podobnie jak w ostatnim starciu z Magic i tym razem drużyna z Ohio utraciła swoje prowadzenie i pozwoliła na bardzo nerwową końcówkę. Po aż 67 punktach w pierwszej połowie, w drugiej zdobyliśmy zaledwie ich 37. Orlando wygrało trzecią i czwartą kwartę i mimo tego, że Cavs prowadzili przez 47 minut spotkania, to na 31 sekund przed końcową syreną, to Magic byli bliżsi zwycięstwa o jeden punkt. Uratowały nas trafione na 11 sekund przed końcem meczu dwa rzuty wolne Isaiah Thomasa i spudłowany layup Elfrida Paytona.

Cavaliers są niepoważnym zespołem. Pozwolenie po raz kolejny na taki comeback najsłabszej drużynie ligi jest karygodne. Wstyd.

Nie będę nawet przytaczał statystyk indywidualnych, bo żaden z naszych graczy nie zagrał na swoim poziomie. Warto odnotować jednak, że na parkiecie po długiej przerwie pojawił się Derrick Rose. Był na boisku 13 minut i zdobył 9 punktów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.