Warriors lepsi od Cavs

W dzień Martina Luthera Kinga Cleveland Cavaliers podejmowali na swoim parkiecie mistrzów NBA. Drużyna z Ohio znajduje się obecnie w dołku i w tym prestiżowym spotkaniu chciała się przełamać i wskoczyć na właściwe tory.

Mecz rozpoczął się od dalekiej dwójki Isaiah Thomasa i to Cavs zdobyli pierwsze punkty w meczu. Następnie mieliśmy wyrównane minuty z nieznacznym prowadzeniem gospodarzy. Wyglądaliśmy dobrze w ataku, gdzie graliśmy zespołowo i szukaliśmy dobrze ustawionych partnerów. W defensywie kłopotem były przede wszystkim ścięcia graczy GSW oraz Klay Thompson, który gdy tylko dostał piłkę to rzucał i niestety dla nas umieszczał ją w koszu. Kevin Love nie miał problemów z Jordanem Bellem i ogrywał go na różne sposoby, a fantastyczny był LeBron, który nie tylko skończył dwa efektowne alley-oopy, ale zdobywał efektywnie punkty i dzielił się piłką z partnerami. Po pierwszej części spotkania Cavaliers prowadzili 37 – 35.

Drugą kwartę nasz rezerwowy lineup (+ IT) rozpoczął od runu 9 – 0 i powiększenia przewagi. Niestety zawodził sam Thomas, który nie mógł znaleźć rytmu i pudłował kolejne rzuty. Gdy na parkiet wrócili częściowo starterzy, Isaiah popisał się jednak czterema punktami z rzędu, a następnie kolejną asystą na alley-oop dla Jamesa. Na niecałe cztery minut przed końcem pierwszej połowy LeBron zaliczył fantastyczny blok o tablicę na Durancie, który był impulsem do dalszej, dobrej gry Kawalerzystów. Wynik przed przerwą ustalił Jeff Green kończąc kolejnego w tym meczu alley-oopa po znakomitym przechwycie i asyście Wade’a. Do szatni schodziliśmy prowadząc 64 – 57. W pierwszej połowie po prostu płynęliśmy w ataku, o czym świadczą chociażby znakomite statystyki LBJ’a i ilość dunków, których w świątecznym meczu niemal nie było. Problemem dla naszej defensywy były wjazdy pod kosz i stosunkowo łatwe punkty zdobywane przez Wojowników.

Trzecia kwarta rozpoczęła się niepokojąco, bo w jednej akcji dwa razy nasi koszykarze zostali zablokowani – najpierw Jae Crowder, a następnie Thomas. Następnie Curry skończył kontrę wsadem i przewaga Cavs szybko stopniała. Wtedy świetny fragment miał Kevin Love, który w kolejnych akcjach trafił trójkę, zaliczył blok i ponownie umieścił piłkę w koszu po rzucie zza łuku. Drażniły trochę decyjze IT, który chciał się wstrzelić i troszkę siłował swoje rzuty. Po drugiej stronie parkietu swoje robili Durant i Curry, a mecz oscylował wokół remisu. Słabszy moment miał James, gdy popełnił dwie kolejne straty, ale zaraz nadrobił to blokiem i punktami w kontrze. Potem Cavs mieli problemy ze zdobyciem punktów, ale niemoc przełamał Wade, a następnie Thomas zdobył punkty w ostatniej akcji i przed startem ostatniej części gry Warriors prowadzili tylko dwoma oczkami.

Początek czwartej kwarty to niemoc strzelecka po obu stronach i ledwie sześć punktów w przeciągu trzech minut gry. Cavaliers bardzo męczyli się w ataku i na parkiet musiał wrócić James. Nasi koszykarze przez pierwsze 6 minut tej ćwiartki zdobyli tylko dwa punkty! Warriors odskoczyli, a moim zdaniem nie pomógł drużynie Tyronn Lue, który powinien wziąć kolejny czas szybciej i rozpisać konkretną zagrywkę, która uruchomi Cavs. Przewaga GSW urosła do kilkunastu punktów. LeBron próbował jeszcze poderwać naszą drużynę do ostatniego zrywu, ale Wojownicy zdominowali tę kwartę i wygrali spotkanie 118 – 108.

Pierwsze połowa była naprawdę bardzo dobra w wykonaniu Cavs. W drugiej części gry Warriors pokazali jednak, dlaczego są najbardziej utalentowaną drużyną w historii koszykówki i zaliczyli kolejne zwycięstwo. LeBron zagrał dobry mecz na 32/8/6/3/4, ale miał 8 strat. Isaiah Thomas był drugim strzelcem w naszej drużynie, ale aby zdobyć 19 punktów potrzebował aż 21 rzutów.

Po stronie gości brylowała ich czwórka gwiazd, która zagrała bardzo równo i na miarę oczekiwań. Różnica talentu po obu stronach jest w box score aż nadto widoczna.

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.