Zwycięstwo w Orlando

Cavs wygrali z Magic 131 -127 po meczu, w którym wyraźnie prowadzili, ale pozwolili na comeback gospodarzom i mieliśmy nerwową końcówkę.

W pierwszej piątce Cavaliers wyszedł Isaiah Thomas, którego minuty mają być limitowane, ale Tyronn Lue chce, aby nasz rozgrywający spędzał trochę czasu na parkiecie z LeBronem i zgrywał się z naszym liderem. Cavs słabo rozpoczęli spotkanie i to Magic mieli inicjatywę w pierwszych minutach meczu. Z czasem nasi koszykarze zaczęli łapać rytm i za sprawą LeBrona odrobili straty i wyszli na prowadzenie. James nie tylko dostawał się pod kosz, ale też rzucał trójki po koźle będąc najlepszym graczem na parkiecie.

Na starcie drugiej kwarty ponownie lepszym zespołem było Orlando i to gospodarze objęli skromne prowadzenie. Cleveland utrzymywało się jednak w grze i po wyrównanych minutach zagrało lepiej w końcowej części pierwszej połowy i na przerwę koszykarze z Ohio schodzili z trzema oczkami przewagi.

Druga część spotkania zaczęła się od popisów IT, który zdobywał seryjnie punkty. Następnie celnie za trzy trafiał Kevin Love oraz James i przewaga Cavs wzrastała. Kawalerzyści znajdowali siebie nawzajem po ścięciach i dobrze grali w ataku. W obronie bywało różnie, ale suma summarum byliśmy zespołem lepszym i pod koniec trzeciej ćwiartki mecz wydawał się już rozstrzygnięty, a przewaga wynosiła ponad dwadzieścia punktów.

W czwartej kwarcie nasi rezerwowi pozwolili gospodarzom na odrobienie strat i mieliśmy już tylko jednocyfrową zaliczkę. Na parkiet musiał wrócić LeBron. Końcówka była nerwowa, ale Cavaliers utrzymali prowadzenie i zanotowali wygraną. W tym meczy uwidoczniły się dwie bolączki naszej drużyny, a jedna jest bezpośrednio powiązana z drugą. Pozwalamy słabym Magic zdobyć 127 punktów. Nasza obrona to pięta achillesowa, przez którą nie raz przegramy jeszcze mecz. Nie potrafimy powstrzymać runów punktowych drużyn i tutaj pojawia się drugi problem, a mianowicie bardzo mała ilość spotkań, w których czwarta kwarta to tylko formalność. Nawet, kiedy mieliśmy passę kilkunastu zwycięstw, to niemal każdy mecz miał crunch time. Przez to chociażby LeBron gra dużo więcej minut zamiast odpoczywać.

Wracając do spotkania z Magic, do zwycięstwa poprowadził nas oczywiście Król – 33/10/9 i 6 przechwytów. 27 punktów miał Kevin Love, a IT zdobył 19 oczek. Z ławki Dwyane Wade dorzucił ich 16. Jae Crowder był aż +29, a z Jeffem Greenem na parkiecie byliśmy fatalne -27.

Najlepszym zawodnikiem Orlando był Aaron Gordon, który zdobył 30 punktów. Double double zaliczył Mario Hezonja.

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.