Cavs przegrywają z Sacramento

Cleveland Cavaliers zaskakująco ulegli minionej nocy znacznie niżej notowanym Sacramento Kings w ich hali 95-109. Gospodarzy do zwycięstwa prowadził Vince Carter, który zgromadził na swoim koncie 24 punkty na szalonej skuteczności 10-12 (w tym 4-5 za trzy). Cavs prowadził jak zwykle LeBron James zdobywając triple double – 16pkt, 10zb, 14 asyst.

Mecz zaczął się przewagą dla Cleveland. Dobre zagrania LeBrona, Love’a i J.R. Smitha dały Cavs rekordowe, ośmiopunktowe prowadzenie. Nie utrzymało się ono jednak długo, bo jeszcze przed końcem kwarty gospodarze zdołali zniwelować stratę po pięknej akcji 1 na 1 Bogdana Bogdanowica. Po tym zagraniu, zawodnicy z Sac Town złapali wiatr w żagle i prowadzenia nie oddali już do końca drugiej kwarty, którą skończyli z siedmiopunktową zaliczką.

W drugiej połowie Kawalerzyści znów dali nam trochę nadziei. Na barkach asystującego i kończącego akcje Jamesa udało się znów uzyskać niewielkie prowadzenie. Niestety z drugiej strony odpowiedz za każdym razem miał świetnie tego dnia dysponowany Vince Carter. Jeszcze przed końcem 3Q zdołał zaaplikować nam dwie bolesne trójki, dzięki którym przed ostatnią ćwiartką Kings wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Od tego momentu mecz stał się jednostronny. Cavs nie wykazali odpowiedniej motywacji w obronie i prostymi akcjami dwójkowymi gospodarze powoli zwiększali prowadzenie. Bardzo widoczny był brak centra z prawdziwego zdarzenia. Willie Cauley-Stein kończył akcję za akcją zaliczając finalnie 17 punktóe na prawie 60% skuteczności. Obrona obwodowa też szwankowała. Mimo wielkiego szacunku dla Cartera, to jest nie dopuszczalne, że w wieku ponad 40 lat rzuca nam 24 punkty, myląc się tylko przy dwóch próbach. Fatalną defensywę potwierdza to, że Vince wszystkie punkty zdobył z gry – ani razu nie stanął na linii rzutów osobistych…

Kolejnym przystankiem w podróży po konferencji zachodniej w sobotę będzie Salt Lake City, gdzie czekają na nas miejscowi Jazz. Ostatnie trzy spotkania w ich hali przegraliśmy. Miejmy nadzieje, że uda się tę serię przełamać i wrócić na właściwe tory.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*