Kolejne zwycięstwo Cavs

Cleveland Cavaliers wygrali w „Q Arena” z Memphis Grizzlies , tym samym przedłużając serię swoich zwycięstw do 11. Główna w tym zasługa nikogo innego, jak samego „Króla Jamesa”, który po raz kolejny udowodnił, że potrafi być „clutch” w decydujących momentach pojedynków.

Cavaliers byli faworytami tego spotkania. Wygrali ostatnie dziesięć spotkań, a LeBron James, który zgarnął nagrodę dla „Gracza miesiąca” na Wschodzie, gra tak, jakby w kalendarzu był już przynajmniej kwiecień.

Podobnie jak Cavs, „Niedźwiadki” przystępowały do tego spotkania z serią dziesięciu meczów z rzędu… tyle, że przegranych. Jednak to oni rozpoczęli ten mecz lepiej. Pierwszy o czas poprosił Tyronn Lue nieco ponad 4 minuty po rozpoczęciu spotkania, gdy Grizzlies prowadzili 16-9. Głównie za sprawą świetnego w pierwszych minutach Tyreke’a Evansa, który zaczął od dwóch „trójek”. Z kolejnymi minutami obraz gry się nie zmieniał i to przyjezdni utrzymywali, momentami dwucyfrowe, prowadzenie. Tym razem pierwsze skrzypce w ataku Memphis grał przymierzany do Cavs – Marc Gasol.
Przez słabą grę w obronie oraz dość dużą bojaźliwość w ataku, Grizzlies utrzymali się na prowadzeniu do końca pierwszej kwarty. Jednak za sprawą dobrej końcówki Jeffa Greena, przewaga stopniała do czterech punktów.

Drugą odsłonę tradycyjnie rozpoczęła piątka rezerwowych, która pod dowództwem Dwayne’a Wade’a potrzebowała 3 minut, aby Cavaliers odzyskali prowadzenie w tym meczu. Chyba śmiało można stwierdzić, że tak grający „Flash” to pewniak do statuetki dla „najlepszego rezerwowego”.
Rozpoczęło się budowanie przewagi. Po trzech akcjach 2+1 LeBrona i trafieniu z dystansu Kevina Love’a, w dwie minuty gracze z Ohio zrobili run 12-0. „Król” trafiając za dwa równo z końcową syreną, ustalił wynik do przerwy 66-42 i wydawało się, że „Kawalerzyści” kontrolują spotkanie.
Do przerwy 15 punktów i 7 asyst „The Chosen One„, 11 „oczek” i 7 „desek” Love’a. Z ławki po 9 dorzucili Wade i Kyle Korver.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie, jak miało to miejsce przed runem, który zakończył poprzednią kwartę. Cavaliers, głównie za sprawą JR Smitha byli bardzo dobrzy na dystansie i utrzymywali przewagę oscylującą w granicach 12-16 punktów. Utrzymywali, bo słaba obrona Cavs pozwalała gościom na dość łatwe punkty.
W połowie kwarty coach Lue postanowił obniżyć skład i wstawił Wade’a oraz Korvera. To oznaczało, że najwyższym zawodnikiem Cavs na parkiecie był LeBron James, który spełniał funkcję… rozgrywającego centra. Nie po raz pierwszy i na pewno nie ostatni w tym sezonie.
W końcówce trzeciej kwarty obudzili się goście, którzy runem 10-2 zmniejszyli przewagę gospodarzy przed ostatnią częścią do 11 punktów.

Mylił się ten, kto oczekiwał łatwego zwycięstwa LeBrona Jamesa i spółki. Po krótkiej przerwie popularne „Miśki” kontynuowali dobrą grę oraz swój run. Na około 7:30 do końca wynosił on już 24-8, a przewaga gospodarzy stopniała do zaledwie trzech punktów! Cavs jednak opanowali sytuację na tyle, że nie pozwolili gościom wyjść na prowadzenie i utrzymywali cały czas kilka punktów różnicy. Na nieco ponad 2 minuty przed końcem celną „trójką” popisał się Dillon Brooks i mieliśmy remis po 109, a to oznaczało emocje do samego końca!

Do nieszczęśliwego zakończenia nie dopuścił jednak LeBron James! Zdobył on wszystkie 7 punktów, przy zaledwie dwóch gości i Cavs mogli cieszyć się z 11. zwycięstwa z rzędu.  Warto wspomnieć, że „Król” miał wyśmienitą ostatnią „ćwiartkę”,  w której zdobył łącznie 15 punktów. Wynik końcowy – 116:111.

Dla gości najwięcej punktów – 31 – zdobył Tyreke Evans. Najlepszy debiutant w 2010 roku miał ponadto 7 zbiórek i 12 asyst. Marc Gasol dorzucił 27 „oczek”.
Po stronie gospodarzy 34 punkty i również 12 asyst LeBrona, double-double K-Love’a – 20/11.

Następny mecz już w nocy z poniedziałku na wtorek. Cavaliers jadą do pobliskiego Chicago na mecz z tamtejszymi Bulls. Spotkanie o 2 w nocy!

Box score:

 

Highlights:

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*