O tym się nie mówi – jak jeszcze mogli wzmocnić się Cavs?

Tegoroczny offseason upływa nam na dyskusjach o Davidzie Griffinie, Danie Gilbercie, Kyrie Irvingu, LeBronie Jamesie i nieudanych próbach ściągnięcia gwiazd (PG13, Butler, Carmelo). To są „grube ryby” i faktycznie główne niepowodzenia Cavaliers, ale wydaje mi się, że w cieniu tego wszystkiego mogliśmy zrobić dużo więcej na rynku wolnych agentów. W jaki sposób?

Doskonale wiemy, że nasza organizacja nie ma wolnych środków na to, aby zakontraktować graczy, którzy zarabialiby więcej niż minimum dla weterana. W ten sposób udało nam się podpisać Derricka Rose’a i był to bardzo dobry ruch. Wydaje mi się, że mogliśmy w taki sam sposób uzupełnić skład o innych ciekawych zawodników, ale w ogóle nie byliśmy nimi zainteresowani. Abstrahując od walki o gwiazdy czy próby znalezienia satysfakcjonującego pakietu za Kyrie’ego Irvinga, mogliśmy tanio pozyskać niezłych graczy. Nie mówię, że byliby to koszykarze, którzy zmniejszyliby różnicę pomiędzy Cavs, a Warriors, ale mogliby dodać głębi w składzie i zapchać dziury, które moim zdaniem cały czas są. O kim myślę?

Od roku mamy dziurę na pozycji rezerwowego rozgrywającego. Kiedy straciliśmy Delly’ego, nie mieliśmy backupu dla Irvinga. Pod koniec sezonu regularnego udało się nam pozyskać Derona Williamsa, ale ten nie dał drużynie tyle, ile można było oczekiwać. Poza tym, podczas długiego sezonu musi być ktoś, kto w rezerwowych lineupach wyjdzie na jedynce i będzie przynajmniej okey graczem. Mam tutaj dwóch kandydatów: Raymond Felton i Ramon Sessions. Obaj prochu już nie wymyślą, ale z ławki na pewno daliby więcej niż ekhm Jose Calderon. Pierwszy z nich dołączył do Thunder i będzie backupem Russella Westbrooka, drugi ma szansę występować w pierwszej piątce Knicks. Obydwaj podpisali minimalne umowy z gorszymi teamami niż Cavs. Serio woleliśmy Calderona?

W finałach przegraliśmy przede wszystkim przez to, że jesteśmy zdecydowanie słabsi w defensywie od Warriors. Pozycje 2/3/4 wydają się być u nas obsadzone, ale skoro była szansa wyciągnąć wingmana, który będzie lepszy w obronie od Smitha, Korvera czy Love’a, a do tego trafia za trzy, to dlaczego tego nie zrobić? Luc Mbah a Moute podpisał minimalny kontrakt z Rockets i jest to bardzo dobry ruch ze strony Houston. Kameruński skrzydłowy jest bardzo dobrym obrońcą, a do tego trafiał w zeszłym sezonie 39% rzutów za trzy. Do niskich, multipozycyjnych i switchujących w obronie lineupów pasowałby idealnie. Zamiast tego podpisaliśmy Greena, który nie sprawdził się jeszcze nigdzie, nie grozi rzutem i słabo broni. Za te pieniądze warto dać mu szansę, ale czy powyższa alternatywa nie byłaby lepszym pomysłem?

Dziura na pozycji rezerwowego rozgrywającego, którą mamy od roku to nic przy kraterze, który znajduje się za Tristanem Thompsonem. Andrew Bogut wypadł po paru sekundach, Tavares nie dostał tak naprawdę szansy. Channing Frye to gracz bardzo przydatny, ale jednowymiarowy. A tymczasem do wzięcia był np. Willie Reed z Miami Heat (tyfy tyfy), który bardzo dobrze zastępował w zeszłym sezonie na parkiecie Hassana Whiteside’a, a teraz podpisał minimalny kontrakt z Clippers. Tak zareagował na ten ruch Dwyane Wade na Twitterze: „Wait what. Willie Reed got whattt???? Highway robbery. Keep grinding bro you deserve better!!! @LAClippers you got you one!!!” Czy muszę coś dodawać?

Tak jak napisałem wcześniej, nie są to gracze, którzy sprawią, że Warriors zaczęliby się obawiać Cavaliers, ale za takie pieniądze byliby naprawdę fajnymi wzmocnieniami. Oczywiście na rynku było wielu innych ciekawych graczy, ale wybrałem tych pod kątem braków w naszej rotacji. Jak myślicie, czy można było zrobić coś więcej niż zrobiliśmy w tym offseason?

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*